Derbowy dreszczowiec

Maciej Piasecki, poniedziałek, 16 października 2017

Siódemka Miedź Legnica nie ma w tym sezonie szczęścia do derbów Dolnego Śląska. Na początku rozgrywek była ona o jedną bramkę gorsza od Moto-Jelcza Oława, a tym razem przegrała na wyjeździe po rzutach karnych z ŚKPR-em Świdnica. Zwycięstwo gospodarzy było jednak w pełni zasłużone.

avatar
W Świdnicy triumfowali gospodarze, ale do końcowego rozstrzygnięcia był potrzebny konkurs rzutów karnych (fot Daniel Gębala/ŚKPR Świdnica)

Skuteczny debiutant 

Dolnośląskie derby w Świdnicy zapowiadały się niesamowicie ciekawie. Nie tylko ze względu na niewielką odległość dzielącą oba miasta, ale również formę prezentowaną w obecnych rozgrywkach. Beniaminek z naszego regionu był dotąd niepokonaną drużyną na własnym parkiecie, natomiast Siódemka Miedź Legnica po dwóch porażkach na starcie sezonu, wygrała trzy ostatnie spotkania. Wyrównany pojedynek toczył się na parkiecie od pierwszych minut, a prym na parkiecie wiedli jak dotąd najskuteczniejsi zawodnicy swoich zespołów, czyli Przemysław Borszowski po stronie ŚKPR-u Świdnica i Kamil Mosiołek w Siódemce Miedź Legnica. Pierwszy z nich zdobył w przeciągu całego meczu dziewięć bramek, a należy pamiętać, że w tym sezonie ten zawodnik dopiero debiutuje na pierwszoligowych parkietach. – Różnica pomiędzy poziomami rozgrywek występuje, a gra na zapleczu PGNiG Superligi Mężczyzn jest bardziej cielesna. Trzeba pogodzić się z tym, że zawodnicy nie odpuszczają, podobnie jak w drugiej lidze. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, a jeśli ciężko się pracuje i się stara, to nie ma z tym najmniejszych problemów – przyznał Przemysław Borszowski, skrzydłowy ŚKPR-u Świdnica. W drugim kwadransie pierwszej połowy gospodarzom udało się zdobyć trzy bramki z rzędu i z taką przewagą schodzili oni na przerwę do szatni.

Nawarzyli i wypili

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, a kibice zasiadający na trybunach w świdnickiej hali, nadal byli świadkami emocjonującego widowiska. Piłkarzom ręcznym Siódemki Miedź Legnica dwukrotnie udawało się zdobyć trzy bramki z rzędu i niwelować straty, lecz świdniczanie od razu odpowiadali dwoma trafieniami. – To jest sinusoida w piłce ręcznej. Można w przeciągu pięciu minut rzucić pięć, sześć bramek, a potem tyle samo stracić. Nie można podejmować nerwowych kroków, ale należy grać swoje – powiedział Grzegorz Garbacz, szkoleniowiec zespołu gospodarzy. Wydawało się, że piłkarze ręczni ŚKPR-u Świdnica mają mecz pod kontrolą, jednak goście w samej końcówce po raz kolejny zbliżyli się do rywali. Świdniczanie mieli piłkę w dłoniach i czas na żądanie wziął Grzegorz Garbacz. Akcja gospodarzy okazała się nieskuteczna i tym razem o przerwę dla swojego zespołu poprosił Paweł Wita. – Mieliśmy piętnaście sekund i postanowiliśmy zagrać krzyżówkę pod lewe rozegranie i ten manewr nam wyszedł. Mówiliśmy, że postawimy wszystko na jedną szalę, bądź oni nas skontrują i przegramy dwoma bramkami. Na szczęście się udało i bardzo się z tego cieszymy – przyznał Kamil Mosiołek, rozgrywający Siódemki Miedź Legnica. Zdobywcą tej bramki był Michał Przybylak, co spowodowało, że kibice w Świdnicy byli świadkami konkursu rzutów karnych. Bezbłędni podczas nich okazali się podopieczni Grzegorza Garbacza, raz pomyli się legniczanie. Tym samym dwa punkty trafiły na konto gospodarzy, a jednym oczkiem musieli zadowolić się przyjezdni. – Rzuty karne to loteria i nie mam pretensji do zawodnika, który nie rzucił bramki. Dla mnie ważne jest to, co wydarzyło się w trakcie sześćdziesięciu minut. Za plus możemy uznać to, że przegrywaliśmy dwadzieścia minut przed końcem spotkania i jedną akcją doprowadziliśmy do remisu. Z takich momentów mój młody zespół musi wyciągać wnioski – ocenił Paweł Wita, szkoleniowiec Siódemki Miedź Legnica.

DAMIAN ORŁOWICZ

Więcej w najnowszym wydaniu "Słowa Sportowego". 


źródło: własne


Proste pytanie: 10 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.