Czym nas jeszcze zaskoczą?

Emilian Siemsia, środa, 22 czerwca 2011

Wydawało się, że wrocławski stadion na Pilczycach powstanie najpóźniej ze wszystkich obiektów na Euro 2012. Dzis wydaje się, że stolica Dolnego Śląska ma przewagę nad reszta stawki.

avatar

Radość z przyznania organizacji finałów piłkarskich mistrzostw Europy roku 2012 Polsce i Ukrainie była – co zrozumiałe – ogromna. Jeszcze nigdy w tej części Starego Kontynentu nie odbyła się tak prestiżowa impreza futbolowa, tylko nieznacznie ustępująca (a niektórzy twierdzą, że nawet ważniejsza, na wyższym sportowym poziomie) finałom mistrzostw globu. Trzeba też przypomnieć, że Ukraina pozostaje poza strukturami unijnymi, co wywołuje określone komplikacje. Nie powinno to jednak stanąć na przeszkodzie w miarę sprawnej organizacji i przebiegowi finałów. Nie znaczy to, iż można spać spokojnie – wręcz przeciwnie, każdy kolejny dzień przynosi nowe „niespodzianki”, które skutkują nerwowymi reakcjami oraz mało przychylnymi (acz, niestety, zasłużonymi) komentarzami.

Nie wybudujemy wielu kilometrów autostrad i dróg szybkiego ruchu, nie wyremontujemy kilku dworców, nie poradzimy sobie ze znaczną częścią infrastruktury drogowo – komunikacyjnej w miastach-organizatorach meczów finałowych. Ale największy niepokój wywołują poważne wpadki przy budowie stadionów. W Poznaniu, o czym już wielokrotnie pisałem, nie dopasowano poszczególnych elementów trybun, które nijak nie chciały się zejść. Kiedy uporano się z tym problemem, rozstrój nerwowy wywołała kwestia fatalnej murawy. Już czterokrotnie ją wymieniano (koszt ok. 1,5 miliona zł), i wielkie g…o. Prawdopodobnie trzeba będzie zerwać całą darń i położyć nowe „podglebie”. Na dodatek przedsięwzięciem zainteresowała się poznańska prokuratura, co wróży inwestycji, a raczej niektórym odpowiedzialnym za nią osobom, jak najgorzej. W Gdańsku inauguracja pięknego stadionu opóźniła się znacznie, co zmusiło władze piłkarskie do przeniesienia meczu reprezentacji Polski i Francji do Warszawy. Nie, nie na Stadion Narodowy, bo z nim jest klops największy. O tym za chwilę. Wspomniane spotkanie rozegrano na stadionie Legii, co żabojadów specjalnie nie zmartwiło. Ale gdańszczan jak najbardziej. Wracam do obiektu, który miał się stać powodem do dumy, a nie kompromitacji, z jaką od dłuższego czasu mamy do czynienia.

Budowa Narodowego od początku nie szła, jak należy – znam jej kulisy, miałem bowiem w stolicy swojego informatora (pracował przy tej inwestycji kilkanaście miesięcy). Jednak dopiero to, co stało się w ostatnich tygodniach, woła o pomstę do nieba. Mam na myśli sprawę wadliwych, zagrażających życiu przyszłych kibiców, schodów. Po prostu odwalono skandaliczną fuszerkę pod okiem inwestora, zarazem operatora stadionu – pomnika (bo niewątpliwie takowym się stanie po mistrzostwach), czyli Narodowego Centrum Sportu oraz kierownictwa spółki PL.2012. Oddanie inwestycji nr 1 całego przedsięwzięcia przesunęło się o kilka miesięcy, ponoć ma to nastąpić najpóźniej do końca listopada. Do 15 września zaś na wspomniane schody (choć stałe, mogły okazać się ruchome) ma zostać nałożony płaszcz stalowy – idę o zakład, że termin nie zostanie dotrzymany, na dodatek gwarancji pełnego bezpieczeństwa ten oryginalny pomysł nie zapewni. Jednak to w najmniejszym nawet stopniu nie zakłóca spokoju szefów NCS i PL.2012. Kasują za swoją partacką robotę grube miliony.

Na wynagrodzenia w latach 2008-2010 w obu spółkach (przypominam – Skarbu Państwa) wydano ponad 83 miliony złotych, choć plan zakładał, iż do 2012 nie przekroczą 36 mln. Tylko wynagrodzenia zarządu PL.2012 wyniosły 8,7 mln. Szczytem bezczelności jest w tej sytuacji komentarz jednego z szefów spółki: „Dzięki działaniom przedstawicieli spółki udało się przygotować sprawne narzędzia do zarządzania projektem”. Mowa – trawa (taki partyjny bełkot), ja bym panie i panów z PL. 2012, a także NCS wysłał gdzie pieprz rośnie. Marcin Herra i Rafał Kapler dostali superfuchę od Mira Drzewieckiego. Jak widać, za nic nie odpowiadają, za to skutecznie powiększają konta bankowe. Kapler potrzebuje szmal na ekstra-okulary, bowiem oświadczył, że schodom na Narodowym będzie się przyglądać jeszcze dokładniej. Żeby tylko nie zapomniał, iż Euro już za niecały rok. I na koniec o jeszcze jednej kwestii, dowodzącej, że moja awersja (od „zawsze”) do wszystkiego, co warszawskie, jest w pełni uzasadniona.

Otóż po niedawnej wizycie we Wrocławiu przedstawicieli UEFA oraz grupy dziennikarzy przeczytałem komentarz cenionego żurnalisty – speca od kopanej, zdeklarowanego warszawiaka (nie masz cwaniaka nad warszawiaka), red. Stefana Szczepłka. Komentarz pełen kpin i wątpliwości, co wyglądało na próbę odegrania się na nas za warszawską kompromitację związaną z Euro 2012. Stadion na Pilczycach mało efektowny, wręcz brzydki, elewacja przypominająca zwykłą plandekę, no i stopień zaawansowania budowy gwarantujący, iż do walki Adamka z Kliczką 10 września z pewnością we Wrocławiu nie dojdzie. Szczepek proponuje… Warszawę, oczywiście na Narodowym, z najdroższymi miejscami na otulanych w tym momencie stalową kołderką schodach. Zapewniam, Wrocław będzie gotowy na 10 września, a może nawet ciut szybciej. A kiedy w stolicy po raz n – ty będą coś tam poprawiać, na Pilczycach z drużyną Smudy zagrają Włosi. Zaś red. Szczepek zapewne wciśnie się do loży VIP-ów. Wszak warszawiakowi się należy.


WALDEMAR NIEDŹWIECKI


źródło: Słowo Sportowe


Proste pytanie: 10 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment