Czy trener WKS-u powinien stracić stanowisko?

, czwartek, 28 listopada 2013

Koszykarze Śląska Wrocław w ostatnich meczach ligowych zdecydowanie nie błyszczeli, co potwierdzają przegrany mecze z Rosą Radom oraz słabiutką Kotwicą Kołobrzeg. Dodając do tego kolejny nieudany transfer – z zespołu odszedł środkowy – oraz fatalny mecz pucharowy przeciwko akademikom z Koszalina, można już mówić o poważnym problemie.Szczególnie że kolejnym rywalem wojskowych jest aktualny mistrz Polski Stelmet Zielona Góra.

avatar
(Fot. K. Ziółkowski) Robert Skibniewski przed dwoma laty w Śląsku Przemysława Koelnera zdobywał średnio dwa razy więcej punktów i asyst niż w trwających rozgrywkach

Zanim jednak „Trójkolorowi” stanęli wczoraj w szranki z mistrzem Polski z Zielonej Góry (mecz zakończył się po zamknięciu numeru), we wtorek do Wrocławia przyjechał AZS Koszalin. Mecz w ramach I rundy Pucharu Polski zakończył się wymęczoną wygraną wrocławian 74:69. Akademicy z Koszalina są najsłabszą drużyną w lidze, a mimo to jeszcze w trzeciej kwarcie wygrywali 58:51. Śląsk utrzymywał się w grze tylko dzięki Nikoli Maleseviciowi, który zdobył w tym fragmencie spotkania 7 punktów z rzędu. 5-punktową wygraną gospodarze zapewnili sobie dopiero w ostatnich minutach po zaciętej końcówce.

Podkoszowe dramaty Śląska
Wrocławianie fatalnie spisują się w strefie podkoszowej. Sulima, Gabiński, Parzeński i Thompson – delikatnie mówiąc – nie są stałym, mocnym punktem zespołu. Nie radzili sobie chociażby w poprzednich meczach z Rosą i wspomnianym AZS-em. W Radomiu, przed 10 dniami, zdobyli w sumie tylko 13 punktów (5/17), 17 zbiórek i popełnili 8 strat.
Przeciwko Koszalinowi, w ostatni wtorek, ta sama czwórka uzbierała 19 punktów (6/14 z gry) i 17 zbiórek. Krzysztof Sulima przeciwko przeciętnym rywalom prezentował się na tyle słabo, że gdyby nie jego szerokie bary, można by pomyśleć, że jest zagubionym juniorem biegającym po parkietach ekstraligi. W dwóch poprzedzających spotkanie ze Stelmetem meczach ani razu nie trafił do kosza, pudłując nawet spod samej tablicy – z tego zagrania znamy go już z I-ligowych parkietów. Niewiele lepszy jest jego kolega Kevin Thompson. Amerykaninowi zdarza się popełniać nawet głupsze, niewytłumaczalne straty. Wśród nich np. błąd kroków w sytuacji, gdy stoi sam pod koszem rywali z piłką w rękach – tak było we wtorek przeciwko koszalińskiemu autsajderowi ligi. Następny podkoszowy, 22-letni Jakub Parzeński, z meczu na mecz mniej minut spędza na parkiecie (4 minuty z Kotwicą, 4 minuty z Czarnymi, 6 minut z Rosą). Stara się jak mało kto, nie można odmówić mu ambicji. Niestety chęci nie zawsze przekładają się na udane zagrania. We wtorek po 13 minutach gry przeciwko ekipie z Koszalina miał już 3 faule. Gdy wrócił na parkiet w trzeciej kwarcie, także miewał problemy w walce pod koszem rywali. Ostatecznie zdobył 9 punktów, co jest jego najlepszym wynikiem w tym sezonie. To wystarczy, aby na tle Sulimy, Gabińskiego i Thompsona wypadać przyzwoicie. „Parzyk” opuścił z powodu kontuzji okres przygotowawczy, co trochę usprawiedliwia jego słabszą postawę w pierwszym miesiącu tego sezonu.

Wzmocnienia wciąż poszukiwane
Nic dziwnego, że przy tak słabej postawie wysokich graczy Śląska włodarze klubu wciąż szukają wzmocnień pod koszem. Kolejne transfery okazują się jednak nieporozumieniem. Zawodnikami, którzy mieli poprawić grę Śląska pod koszem, ale z różnych powodów w klubie nie zostali, są: Derrick Caracter, Zeke Marshall i Kyryło Fesenko (ten ostatni odszedł tydzień temu, kilka dni po przyjeździe do Wrocławia). Pech bądź nieudolność przy poszukiwaniu nowych graczy widać także na innych pozycjach. Od wakacji w Śląsku pojawiło się i szybko odeszło w sumie aż 8 koszykarzy: Derrick Caracter, Zeke Marshall, Bojan Radetić, Carl Jones, Marcus Relphorde, Marcin Kosiński, Franjo Bubalo i Kyryło Fesenko.

Która „jedynka” numerem 1?
Nieudane transfery i wciąż poszukiwane optymalne ustawienie zespołu przekładają się na brak stabilizacji w grze. Brak jasnego podziału ról powoduje, że ciężko wskazać konkretnego lidera zespołu. Problemy wrocławian nie ograniczają się do strefy podkoszowej. Rozgrywający Robert Skibniewski notuje w tym sezonie dwa razy mniej punktów i dwa razy mniej asyst niż w Śląsku z sezonu 2011/12. Wtedy miał średnio ponad 11 punktów i ponad 7 asyst na mecz. W bieżących rozgrywkach zdobywa ok. 6 punktów, 4 asysty i 1,5 straty. Od kiedy do zespołu dołączył rozgrywający Danny Gibson wydaje się, że trener Milivoje Lazić nie wie, który z rozgrywających powinien być numerem jeden. Co prawda Skiba wychodzi zawsze w pierwszej piątce i gra średnio 27 minut na mecz, ale to Amerykanin, mimo że na parkiecie przebywa ok. 6 minut krócej, zdobywa średnio 9 punktów i 3,6 asysty.

Wszyscy są równi, czyli... wizji brak
Największy potencjał ofensywny prezentuje tercet Kikowski-Johnson-Malesević. Ich możliwości nie są jednak w pełni wykorzystywane. Dysponujący znakomitym rzutem Nikola Malesević (najlepszy strzelec Śląska w meczu przeciwko Koszalinowi) w jednym meczu gra 27 minut, a w kolejnym.... zaledwie 9. I w następnym znów prawie pół godziny. Ciężko dopatrzyć się konsekwencji, sensu i wizji w niektórych decyzjach personalnych trenera.– Żaden zawodnik nie może mieć pretensji, jeśli danego dnia siedzi na ławce zamiast grać więcej. To od trenera zależy znalezienie najlepszej piątki. Najważniejszy jest zespół, a nie jeden zawodnik – mówił pytany o Malesevicia na jednej z konferencji prasowych trener Śląska.

Pierwsza piątka
Mimo braku imponujących osiągnięć indywidualnych Robert Skibniewski urasta do rangi asa w koszykarskiej talii Lazicia. Jako jedyny może być pewny miejsca w pierwszej piątce. Poza „Skibą” raz mecz w podstawowym składzie zaczynał Parzeński, po dwa razy Sulima, Gibson i Malesević, 4-krotnie Thompson, Kikowski i Johnson, 5-krotnie Gabiński. W niektórych spotkaniach w pierwszej piątce wychodzą dwaj rozgrywający – Skibniewski i Gibson. Ten wariant sprawdził się przeciwko Czarnym, ale zawiódł tydzień później w Radomiu. Na jakie warianty ustawienia będzie się decydował trener w kolejnych meczach?

Skibniewskich dwóch
Dlaczego „Skiba” mógł być przed dwoma laty czołowym rozgrywającym Polski, a dziś jest przeciętnym ligowcem? Po pierwsze, wówczas miał obok siebie jednego solidnego podkoszowego a nie czterech słabych. Aleksandar Mladenović, bo o nim mowa, znakomicie rozumiał się ze „Skibą” w akcjach dwójkowych. To był styl charakterystyczny dla tamtego Śląska. Duet Mladenović-Skibniewski jednym podaniem potrafił rozbić całą obronę rywali. Po drugie, ówczesny trener Śląska, „Kicia” Rajković, konsekwentnie stawiał na Skibniewskiego, a ten miał pewność, że jest numerem jeden, któremu ufa szkoleniowiec.
Dzisiejszy Śląsk nie ma stylu. Jedyną stałą w naszej ekipie jest ciągła zmienność – brak ugruntowanej pierwszej piątki, brak stabilnej formy.

Brak stylu
Każdy zespół ma, a przynajmniej powinien mieć, swój styl. Coś charakterystycznego: do perfekcji opanowaną zagrywkę bądź wyraźnego lidera, który staje się punktem rozpoznawczym zespołu. Nawet słabiutki zespół z Koszalina czymś się charakteryzuje – nawet jeśli są to tylko proste odegrania na obwód i rzuty z dystansu Amerykanów. Jeśli będą wpadały – zespół może wygrywać. Jeśli nie? Porażka za porażką. A Śląsk? Gdyby pierwszym rozgrywającym był Danny Gibson, można by powiedzieć, że zespół charakteryzuje się grą z kontry, gdyż Amerykanin, gdy tylko to możliwe, napędza szybkie akcje i szuka łatwych punktów. Gdy jednak Danny siedzi na ławce, w zespole Milivoje Lazicia nie widać stylu. Każdy mecz to inna pierwsza piątka, inni bohaterowie, inna dyspozycja i... te same błędy. Trener nie zbudował zespołu, wciąż szuka i testuje. Ale sezon trwa w najlepsze i powoli nadchodzi czas rozliczeń. A te w razie porażki ze Stelmetem mogą być dla Lazicia wyjątkowo przykre.

ALEKSANDER
ŁOŚ


źródło: własne


Proste pytanie: 10 + 6 =


Komentarze:
  • oleksandrass:
    5 lat temu

    Nie powinien był. Wyrzucamy dobrych trenerów a wracają dziadki.Liga jest coraz słabsza, jedyne co pozostaje niezmienne to wysoka jakość partnerów techniczych, ot chociażby piłek Spaldinga. Chyba tylko to nas nie odróżnia od NBA a i tu nie wiadomo.

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
advertisment
Najbliższe wydarzenia
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment