Czy kapitan Pękalski wie dokąd płynie?

Wszystko zaczęło się roku temu. Wtedy do naszej redakcji dotarła informacja o połączeniu dwóch jednostek: Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych – Partynice i Młodzieżowego Centrum Sportu. Informacja, która okazała się prawdą. Jak wygląda sytuacja po roku? Można ją określić jednym słowem – chaos. Wciąż nie ma struktury organizacyjnej nowej jednostki, pracownicy nie wiedzą na jakich stanowiskach pracują, nie wiadomo ile będzie trwał sezon wyścigowy, ani kiedy ruszą zapisy do Hasco-Lek Wrocław Maratonu. Do tego z organizacji maratonu wycofał się współorganizator – Stowarzyszenie Maraton.

Przed rokiem ówczesny Dyrektorem Departamentu Spraw Społecznych – Michał Janicki zapewniał, że zmiana jest czysto organizacyjna, nie będzie miała większego znaczenia dla pracowników, nie odczują jej też mieszkańcy Wrocławia. – Na pewno nic nie zmieni się na gorsze – mówił wtedy Janicki. Dziś trudno uwierzyć w te zapewnienia.

Czyje są te Partynice?

Pod adresem Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych padało w ostatnich miesiącach wiele zarzutów, także ze strony miejskich władz. Pojawiały się głosy, że na Partynicach nic się nie dzieje, poza imprezami jeździeckimi, że są zamknięte dla mieszkańców Wrocławia, że się tu nie inwestuje. Krytycy winą za wszystko obwiniali dyrektor WTWK Monikę Słowik. Większość tych krzykaczy, ani razu na Partynicach nie była, a już na pewno nie rozumie w jaki sposób WTWK działa. Czasem mam wrażenie, że nie rozumieją także władze miejskie. Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że Partynice nie są prywatną własnością Moniki Słowiki, ani jej współpracowników, jakby się niektórym mogło wydawać. Od 1998 roku WTWK jest własnością Gminy Wrocław! A w ostatnich latach działał jako jednostka budżetowa gminy i jak sama nazwa wskazuje był utrzymywany z budżetu miasta. Trudno więc zarzucać władzom Partynic, że za mało inwestują, skoro są ograniczane przez ustalony budżet. Zresztą zarzuty, że na Partynicach nic się nie zmieniało były bezzasadne. Starzy bywalcy toru wiedzą, jak wyglądał on jeszcze kilkanaście lat temu. Dziś, dzięki staraniom m.in. dyrektor Moniki Słowiki i całego zespołu pracującego na WTWK. możemy poszczycić się ośrodkiem, który oprócz wyścigów organizuje prestiżowe, międzynarodowe imprezy w skokach przez przeszkody, ujeżdżeniu, czy powożeniu. Prowadzone są tu zajęcia rekreacyjne, hipoterapia, a w sezonie mnóstwo pikników i innych imprez towarzyszących. Nie dziwię się, że władze miasta mogą o tym nie wiedzieć, bo przez ostatnie cztery lata rzadko kiedy spotykałam na Partynicach, któregoś z naszych włodarzy. Dziwi mnie raczej to, że zamiast się szczycić tak unikatowym obiektem, władze raczej starają się doprowadzić do jego upadku. Nie mam nic przeciwko dodatkowym atrakcjom na Partynicach, pod warunkiem, że nie ucierpią na tym wyścigi i sporty konne. A tu proszę, mamy już marzec, a wciąż nie wiem ile dni wyścigowych będzie w tym sezonie... (Do 14 marca Polski Klub Wyścigów Konnych musi zatwierdzić programy wyścigowe dla poszczególnych torów). – Martwi mnie sytuacja we Wrocławiu – mówi Feliks Klimczak, prezes Polskiego Klubu Wyścigów Konnych. – Skrócenie sezonu o połowę, może skutkować wycofaniem się właścicieli koni, nie mówiąc już o tym, jak straci na tym promocja wyścigów. Taka decyzja godzi w nasze środowisko – dodaje Klimczak. W Warszawie bowiem zaplanowano 57 dni wyścigowych, a obecny dyrektor - Władysław Bąkowski zadeklarował zwiększenie kwoty nagród o 2 mln zł i bezpośrednią transmisję telewizyjną z 12 dni wyścigowych. Resztę gonitw można zobaczyć w Internecie, lub w cyklicznym programie w TVP Sport. Osiem dni, zamiast piętnastu, może być gwoździem do trumny dla wrocławskich wyścigów. – Dla mnie to bardzo zła wiadomość – stwierdziła Magdalena Rutkowska, prezes spółki Hipodrom Sopot. – To przede wszystkim zmniejszenie rangi toru, utrata publiczności i trzeba szczerze powiedzieć, powolna śmierć wyścigów. Osiem dni, to jak na Wrocław zdecydowanie za mało –przyznaje Rutkowska. W o wiele mniejszym Sopocie trwa właśnie przebudowa hipodromu, którego modernizacja pochłonie ok. 40 mln zł. W pozyskaniu takiej kwoty pomogły władze miejskie. Zawstydzić naszych włodarzy mogą też ci z czeskich Pardubic. Miasteczka, które liczy zaledwie 89 tys. mieszkańców, a które ze swoich gonitw sławne jest na całym świecie. Wielką Pardubicką ogląda nawet 50 tys. widzów, a na torze pojawiają się wtedy: prezydent Czech, ministrowie, a nawet członkowie angielskiej rodziny królewskiej. Transmisję w telewizji publicznej śledzi ¼ Czechów. Wysokość nagród w tej jednej tylko gonitwie wynosi ok. 800 tys. Czy nie mogłoby tak być także we Wrocławiu? Co się stanie z WTWK? To pytanie zadaję sobie nieustannie nie tylko ja, ale także miłośnicy wyścigów i tysiące wrocławian, którzy zwyczajnie lubią spędzać czas na Partynicach. Kto wie, może władze mają chytry plan sprzedaży części terenu na działki budowlane? Gdzieś w końcu trzeba znaleźć oszczędności, skoro prezesi miejskich spółek zarabiają w granicach 20 tysięcy złotych. A przecież są jeszcze wiceprezesi i wiele, wiele innych osób, często bliskich prezydentowi, czy wiceprezydentowi.

Maraton trzeba rozwijać, a nie zabijać

Nie lepsza sytuacja panuje w dawnym MCS-ie. Warto zaznaczyć, że podobnie jak WTWK Partynice, tak i dawne Młodzieżowe Centrum Sportu działało jako jednostka budżetowa. W takiej postaci działa też obecne Wrocławskie Centrum Sportu Hippiki i Rekreacji. Tak więc jednostki te mogą prowadzić działalność komercyjną, ale dochód z niej muszą oddać do wspólnej urzędowej kasy. Odebrać go mogą dopiero w następnym roku, kiedy otrzymają środki z budżetu miasta. To ważne, zwłaszcza z perspektywy organizatora maratonu. Do tej pory miasto przekazywało część pieniędzy na organizację imprezy. Budżet uzupełniał sponsor tytularny firma Hasco-Lek oraz mniejsi sponsorzy. Za ich pozyskiwanie do ostatniej – 29. edycji Haso-Lek Wrocław Maratonu odpowiedzialne było Stowarzyszenie Maraton. Ostatnie lata to prawdziwy rozkwit wrocławskiego biegu. Wystarczy spojrzeć na dane liczbowe. W 2001 roku do maratonu w stolicy Dolnego Śląska zgłosiło się zaledwie 500 osób. W 2009 roku wystartowało juz ponad 1700 biegaczy, rok później było ich 2009, a w ostatniej edycji 2773. Mało tego, organizatorzy otrzymali nawet nagrodę za największy przyrost startujących spośród wszystkich polskich biegów. Takie dane, dobre opnie biegaczy, nie były jednak w stanie powstrzymać nowych władz WSHiR przed wprowadzeniem zmian. Z ich powodu ze współpracy z jednostką wycofało się Stowarzyszenie Maraton. – Mieliśmy już sprawdzony schemat działania, który przynosił dobre efekty – stwierdził Marek Karaś, prezes stowarzyszenia. – Nowe władze miały jednak inne plany, o których nie do końca nas informowały. Nie było komunikacji, więc postanowiliśmy się wycofać ze współpracy i wypowiedzieliśmy umowę – tłumaczy Karaś. Pytanie, kto pozyska sponsorów na 30. jubileuszową edycję Hasco-Lek Wrocław Maratonu i co na to wszystko sponsor tytularny imprezy, firma Hasco-Lek? Zaniepokojeni są także sami biegacze, którzy chcieliby już zapisać się do biegu. Do tej pory można to było robić już od grudnia. Na stronie wrocławskiego maratonu jeszcze do niedzielnego wieczora (zamknięcia nr SS) widniała wiadomość: „Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w jubileuszowej 30. edycji Hasco-Lek Wrocław Maratonu. Startujemy w niedzielę, 16 września o g. 9.00 ze Stadionu Olimpijskiego. Zapisy do biegu już niebawem.” Ale czy ktoś wie, kiedy to niebawem nastąpi…

Nie chodzi już o to, żeby było dużo lepiej niż w latach poprzednich, oby tylko nie zniszczyć tego, co udało się wypracować do tej pory. Tego sobie, mieszkańcom Wrocławia i władzom WCSHiR życzę. 

ALEKSANDRA SZUMSKA

Rudyk górą

Kolarz UKS Moto AGBUD Jelcz-Laskowice Mateusz Rudyk okazał się zwycięzcą plebiscytu Słowa Sportowego i Szkolnego Związku Sportowego na najlepszego ucznia sportowca. Najlepszym trenerem-nauczycielem został natomiast szkoleniowiec wrocławskich pływaków - Robert Poniatowski.

Dziękujemy!

Dziękujemy sponsorom, którzy zdecydowali się nas wesprzeć w organizacji Balu Sportowca  oraz plebiscytu Słowa Sportowego na najpopularniejszego sportowca i trenera na Dolnym Śląsku w 2011 roku

Puchar Tymbarku

Ruszyły zapisy do XII Turnieju Piłki Nożnej Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku, czyli Mistrzostw chłopców i dziewcząt w kategorii U-10. Zwycięzcy tegorocznej edycji rozgrywek otrzymają niezwykłą nagrodę w postaci wyjazdu na mecz mistrzów Europy, wyłonionych podczas zawodów, które rozegrane zostaną w Polsce i na Ukrainie.

To był bal...

Tradycyjnie, lecz w późniejszym niż zwykle terminie, ale za to w wyjątkowym miejscu – w Klubie Biznesu na nowym Wrocławskim Stadionie Miejskim –zorganizowaliśmy galę sportu. W tym miejscu należą się wielkie podziękowania spółce Wrocław 2012 za dużą pomoc w zorganizowaniu imprezy.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij