Żużlowe podchody: cwaniactwo czy głupota?

2011-11-08 16:04:23


Wielokrotnie na łamach naszego tygodnika zastanawialiśmy się, czyjego autorstwa był pomysł (i jaka przyświecała mu motywacja) dotyczący ograniczenia liczba zawodników – uczestników cyklu Grand Prix 2012 w polskich rozgrywkach ligowych do jednego w zespole. I to bez względu na narodowość, czyli w jednakowym stopniu dotyczący obcokrajowców, co i rodzimych ścigantów. Wpadł na to zapewne któryś z „geniuszy” speedwayowej centrali, ale głupawka dopadła też szefów poszczególnych drużyn, niemal z entuzjazmem podchodzących do najbardziej kretyńskiego posunięcia w historii polskiego ligowego żużla. Wśród nich jest kilka osób uważających się za ludzi biznesu, jednak śmiem twierdzić, iż o jego robieniu mają – delikatnie mówiąc – mierne pojęcie. Bo kto zarzyna kurę znoszącą złote jaja? Wielu zawodników mających zagwarantowany udział w przyszłorocznej GP nie jest tym startem – na skutek decyzji władz GKSŻ – zainteresowanych. Ba, nawet następni w kolejce zdecydowanie odżegnują się od takiej możliwości. Już dziś wiadomo, że zrezygnował z Grand Prix 2012 Darcy Ward, który nad walkę o medal „dorosłych” mistrzostw świata przedłożył występy w zespole ligowym Unibaxu – to w Toruniu czeka na niego lukratywny kontrakt, a miejsce dla uczestnika GP jest już zajęte przez Holdera. Co jest ważne?


Jak mówił klasyk: kasa, misiu, kasa. Bliski podjęcia identycznej decyzji (o ile ktoś w żużlowej centrali nie pójdzie po rozum do głowy) jest Piotr Protasiewicz, który marzył o wreszcie udanym, być może kończącym występy w czempionacie globu starcie. Ale i on wyżej ceni sobie jazdę dla klubu aktualnego mistrza Polski, zielonogórskiego Falubazu. Kto jeszcze zamierza pokazać BSI gest Kozakiewicza? Prawdopodobnie Lindgren, Harris, a nawet N. Pedersen! Artyści z Wysp Brytyjskich walnęli łyskacza i rozważają wariant z piekieł rodem: przyznawać wszystkim uczestnikom cyklu każdorazowo dziką kartę. No pasaran! Bo gdyby stało się inaczej, oznaczałoby to, iż nadal nasze kluby sponsorować będą Grand Prix. Chyba właśnie na to liczą pseudocwaniacy z BSI. Dlatego najważniejsze karty w ręku mają polscy działacze żużlowi. Ich pomysł to nie tylko poważny orzech do zgryzienia dla zawodników walczących o tytuł mistrza świata. To także uderzenie w kibiców, a co za tym idzie, klubową kasę. Bo sympatycy speedwaya chcą oglądać najlepszych, płacąc za bilety niemałe pieniądze. Ich nieobecność spowoduje, że dostający od kilku lat coraz większej czkawki żużel stanie się dyscypliną jeszcze bardziej niszową. A właściciele klubów zwiną interes i przedśmiertelne drgawki zamienią się w agonię. I jeszcze jedno. Wobec braku zagranicznych jeźdźców wzrosną wymagania rodzimych kozaków – nawet tych bardzo przeciętnych, bo przecież trzeba uzyskać wymaganą regulaminem KSM. Czyli niższy poziom, skutkujący mniejszą liczbą widzów, mniejsze zyski ze sprzedaży biletów, a także koniecznością ulegania kaprysom cieniasów. Można jeszcze wycofać się z tego idiotycznego projektu. Jednak biorąc pod uwagę brak wyobraźni (nie odważę się nazwać tego znacznie ostrzej, choć powinienem) rodzimych żużlowych decydentów, nie spodziewam się zmiany ich stanowiska. Podcinać gałąź, na której się siedzi, to gest zaiste samobójczy. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia ze zbiorowym samobójstwem?

WALDEMAR NIEDŹWIECKI


Proste pytanie: 10 + 7 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment