Zakręcili na Maxa

2011-10-31 14:49:11


Sprawa powstawania stadionu miejskiego we Wrocławiu oraz finansowania działalności klubu piłkarskiego Śląsk S.A. to temat na niezłą opowieść. Trochę fantastyczną, trochę kryminalną, z dodatkiem wątku bajkowego, a to w związku z niezliczoną ilością bajek, których przez ostatnich kilkanaście miesięcy mogliśmy wysłuchać. To także rzecz o odpowiedzialności i wiarygodności poważnych, wydawałoby się, miejskich urzędników. Przetarg na inwestycję stulecia (a może i tysiąclecia) wygrał – ku zmartwieniu niektórych decydentów – warszawski Mostostal. Ponieważ budowa stadionu postępowała z opóźnieniem, magistrat wypowiedział warszawiakom umowę i bez przetargu (co teraz jest przedmiotem postępowania Urzędu Zamówień Publicznych) powierzył kontynuację inwestycji niemieckiej firmie Max Boegl. Ta zobowiązała się do zakończenia robót do czerwca 2011. Żeby było śmieszniej – dla mnie podejrzanie – Boegl już w kwietniu (mimo, że było jasne, iż termin czerwcowy, zgłoszony do UEFA, nie zostanie dotrzymany) dostał ekstra premię w wysokości (bagatela!) 25 milionów złotych z racji wprowadzenia nowych technologii, które miały umożliwić wybudowanie areny do 30 czerwca 2011. Wcześniej o takich planach zawodowcy z RFN nie wiedzieli? Przecież chyba nie zamierzali użyć do budowy dykty i kleju? A może (co bardziej prawdopodobne) w porozumieniu z magistratem zbajerowali społeczeństwo, doskonale zdając sobie sprawę z nierealności dotrzymania terminu. Skasowali więc 25 baniek po to, by ewentualnie z racji kilkumiesięcznego opóźnienia zwrócić je do miejskiej kasy. Pytany, czy tak się właśnie stanie, do niedawna dyrektor, a obecnie wiceprezydent Wrocławia Michał Janicki odpowiedział: „trwają negocjacje”. A cóż tu negocjować? Jeśli ktoś nawala, musi ponieść tego konsekwencje. Tak więc stadion wraz z całą infrastrukturą będzie gotowy w stu procentach zapewne na przełomie roku. A ważni urzędnicy, przede wszystkim wspomniany M. Janicki, wielokrotnie zapewniali o dotrzymaniu kolejnych terminów. I póki co, żaden dotrzymany nie został. Pic na wodę, fotomontaż. Nie wiemy też dotąd, ile to piłkarskie cacko będzie naprawdę kosztować. Bo wmawianie nam, że niecałe 700 milionów to kolejna bajka. Mogę się założyć, że trzeba będzie dołożyć jeszcze co najmniej z ćwierć miliarda. Kto za to zapłaci? W cywilizowanym świecie (np. tuż za naszą zachodnią granicą) taka inwestycja kosztuje o połowę mniej. Czyżbyśmy byli aż tak bogatym krajem? Kwestia druga, to sprawa utrzymania drużyny piłkarskiej Śląska. Miał je zapewnić zysk z galerii handlowej, którą obiecał wybudować większościowy udziałowiec w spółce Zygmunt Solorz. Galerii jednak nie ma, jest za to potężna dziura, którą na czas Euro 2012 trzeba będzie… zasypać! Śląsk otrzymał działkę pod budowę galerii do użytkowania na 30 lat. Co roku klub musi z tego tytułu wpłacać gminie Wrocław blisko 2 miliony zł. Nie płaci. Ba, mający lekką rękę – szkoda, że nie dla zwykłych zjadaczy chleba – wrocławscy radni zgodzili się na pożyczenie Śląskowi 2,5 miliona złotych! Prawda, że ważni urzędnicy o nieuregulowaniu opłaty za użytkowanie gruntu przez klub nie powiedzieli, ale i tak radni wykazali się wyjątkową hojnością. M. Janicki mało udanie oburza się na grę – bo to jest gra – o galerię twierdząc, iż cierpliwość miejskich decydentów jest już na wyczerpaniu. Zapomina jednak przypomnieć, że gmina jest mniejszościowym udziałowcem klubu, zaś on sam i sekretarz miasta Włodzimierz Patalas zasiadają w radzie nadzorczej spółki. Chcą ukarać sami siebie? To dopiero byłby humor zeszytów. Jest w sprawie stadionu oraz Śląska wiele znaków zapytania i niemal żadnej sensownej, wiarygodnej odpowiedzi. I wątpię, byśmy takowej kiedykolwiek się doczekali, chyba, że wymuszą ją stosowne instytucje.

Waldemar Niedźwiecki


Proste pytanie: 0 + 8 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment