Rzut za trzy, czy kroki prezydenta Dutkiewicza?

2013-02-11 13:23:58


Tak naprawdę nie do końca wiadomo, skąd się wzięło – że użyję słów jednego z hitów Kory – „falowanie i spadanie” koszykarskiego Śląska Wrocław. Było to o tyle zaskakujące, iż drużyna przez kilka dekad stanowiła wizytówkę stolicy regionu, wywalczając 17 tytułów mistrza kraju, godnie też reprezentując Wrocław na arenie międzynarodowej. Szczególnie lata dziewięćdziesiąte ub. wieku były okresem dominacji basketbolistów Śląska, w czym niemały (niekwestionowany) udział miał prezes sekcji Grzegorz Schetyna. I nie ma znaczenia, czy budował potęgę zespołu z czystej miłości do koszykówki, czy też chciał w ten sposób wejść zdecydowanymi krokami do świata wielkiej polityki. Pozostaje faktem, że Śląsk dominował na krajowych parkietach, odnosił sukcesy w rozgrywkach o europejskie puchary, a o jego sile stanowili przede wszystkim rodzimi gracze. Tacy jak np. Maciej Zieliński – ikona klubu, jego niekwestionowany symbol. I nagle wszystko się zawaliło. Śląsk upadał coraz niżej, i nawet „Zielony”, pełniący funkcję przewodniczącego komisji sportu Rady Miejskiej, nie był w stanie temu zapobiec. Z prostego powodu – nie znalazł sojusznika w najważniejszej osobie w Ratuszu, prezydencie Rafale Dutkiewiczu. Ten ostatni wpadł na pomysł iście diaboliczny. Postanowił wskrzesić Śląsk do spółki z Przemysławem Koelnerem. I tak oto doczekaliśmy się dwóch (!) Śląsków: prezesa Zielińskiego (bo w tzw. międzyczasie eks- koszykarz objął stołek szefa sekcji spadkobiercy dawnego mistrza) i wspomnianej, nieformalnej spółki wymienionych wyżej panów. To ona pod nazwą i herbem WKS-u reprezentowała Wrocław w koszykarskiej ekstraklasie. Miasto wyłożyło na ten cel dwa miliony złotych, Koelner – podobno – drugie dwa. Tajemnicą poliszynela było, iż to polityczna przepychanka Dutkiewicza ze Schetyną, bo nawet lekko tylko interesujący się losami wrocławskich koszykarzy nie mieli wątpliwości, że były marszałek Sejmu ani na chwilę (oczywiście nieoficjalnie) nie odpuścił starego, dobrego Śląska. Nie mógł tego zrobić prezesowi Zielińskiemu, obecnie już posłowi Platformy Obywatelskiej. Spółka Dutkiewicza z Koelnerem okazała się spółką z mocno ograniczoną odpowiedzialnością. Padła po roku i za kilka lat nikt o niej nie będzie pamiętał. W tym momencie do ataku ruszył dominujący w rozgrywkach I-ligowych Śląsk Zielińskiego i Michała Lizaka, prezesa zarządu spółki WKS Basketball. Obaj panowie uznali, że czas najwyższy, by miasto włączyło się w finansowanie działalności zespołu, który wkrótce awansuje do krajowej elity (choć to chyba słowo mocno na wyrost). I nie byłoby może w tym niczego zdrożnego, gdyby wymienieni działacze nie zachowali się arogancko, a w przypadku Lizaka wręcz bezczelnie. Oświadczył on:„Nie widzę powodu, by nasz Śląsk był traktowany przez miasto inaczej, niż Śląsk pana Koelnera. Nie rozmawiamy o jałmużnie, liczymy na takie samo wsparcie, a więc na kwotę 2 mln złotych na sezon 2013/14”. Oczywiście Michała Lizaka nie interesuje, że budżet na rok 2013 został przegłosowany już w grudniu. Maciek Zieliński stwierdził, że próbował wcześniej porozumieć się z prezydentem Dutkiewiczem, ale odzewu nie było. Może dlatego, iż maila w tej sprawie wysłał ze swojego biura poselskiego. A to pachniało (niektórym śmierdziało) polityką, więc reakcja prezydenta w tym przypadku specjalnie mnie nie dziwi. Lizak zapomniał, że żywa gotówka to nie wszystko. Sam przyznał, iż włączenie się miasta w funkcjonowanie sekcji jest ważne dla jej partnerów biznesowych. A na odnowiony Śląsk potrzeba minimum 6-7 mln złotych. Więc ci partnerzy są w realizacji planów absolutnie niezbędni. Trochę rozśmieszyła mnie opowieść o tym, jak to drużyna wrocławska nie tylko zamierza powalczyć o zaszczyty na krajowych parkietach, ale też zamieszać w europejskich rozgrywkach. Jeśli teraz nie udaje się to zespołowi Asseco Prokomu z budżetem na poziomie 10 mln zł, to Śląsk nie ma na to tym bardziej szans. Zatem pic o promocji miasta w Europie należy włożyć między bajki. Co na takie dictum Dutkiewicz? Desygnował do rozmów z Zielińskim i Lizakiem dyrektora swojego departamentu Marcina Garcarza. Ten, pozostając w retoryce piarowej, zapewniał, że dla niego koszykówka jest sportem nr 1. Tyle, że dla jego pryncypała takowym jest piłka nożna. I prezydent Dutkiewicz musi solidnie główkować, skąd znaleźć niemałe miliony na działalność spółki futbolowej. Więc koszykówka chyba mu nie w głowie. Dlatego nie wierzę w udany rzut „za trzy” głównego lokatora Ratusza, raczej w błąd kroków, co oznacza oddanie piłki rywalowi. I niech się martwi. Chyba, że znowu górę weźmie polityka. A wtedy wszystko jest możliwe.

Waldemar Niedźwiecki


Proste pytanie: 9 + 3 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.