Reforma Muchy, reorganizacja Pękalskiego

2013-02-04 11:14:40


Plecami do sportu
Reforma Muchy, reorganizacja Pękalskiego
W miniony wtorek (29 stycznia), podczas konferencji prasowej minister Joanna Mucha dumnie ogłosiła (poleciała Szczepkowską) koniec komunizmu w polskim sporcie. Ma to zapewnić nowy program wspierania przez rząd poszczególnych dyscyplin. Pani Musze przyśnił się podział na grupę złotą, którą tworzyć mają sporty strategiczne, srebrną – sporty ważne oraz brązową – to sporty o małym znaczeniu. Nastąpił też podział na dwie grupy w sportach zespołowych oraz trzy kategorie w sportach nieolimpijskich. Zdecydowana większość tych ostatnich po raz ostatni skorzysta z jałmużny – bo inaczej trudno to nazwać – ministerstwa, od przyszłego roku będą musieli radzić sobie sami. Zacznijmy od tego, że pieniędzy na tę dziedzinę życia będzie więcej, ale mniej. To nie przejęzyczenie – zamiast dotychczasowych 175 milionów rząd przeznaczył w budżecie na ten rok 178 baniek, jednak piętnaście z nich stanowić będzie tzw. rezerwę. Gdyby któryś ze związków przedstawił dobry program rozwoju dyscypliny, może liczyć na hojność Muchy. Rzecz w tym, kto oceni wartość owego programu oraz jaką będziemy mieć gwarancję, że na opracowaniu się nie skończy, a w ślad za nim pójdą rzeczywiste działania. Pani minister chyba nie bardzo wiedziała, co mówi, wieszcząc koniec komunizmu w sporcie. Tak się bowiem składa, że największe sukcesy odnieśli nasi sportowcy w czasach głębokiej komuny. Np. w 1972 roku (Monachium) wywalczyliśmy 21 medali, w tym 7 złotych, cztery lata później (Montreal) było aż 26 krążków – ponownie 7 złotych, a w końcowym okresie minionego ustroju, w IO r. 1988 (Seul) wprawdzie – jak w Londynie – dwa złota, ale medali 16, o sześć więcej niż w Pekinie i stolicy Anglii. Na dodatek, wśród bohaterów polskiej ekipy znaleźli się sportowcy młodzi, wydawałoby się, dopiero u progu wielkiej kariery. Czyli z wyławianiem talentów, a następnie ich oszlifowywaniem było także znacznie lepiej niż obecnie. Zostawmy zatem komunę w spokoju (choć przecież trudno płakać po jej zejściu). Podział na dyscypliny uprzywilejowane oraz inne (niektóre wręcz w pogardzie) autorstwa pani Muchy też jest mocno dyskusyjny. Bo narciarstwo to skoczkowie i jedna biegaczka, która pomocy nie potrzebuje. I zapewne najpóźniej za 4-5 lat kończyć będzie karierę, a po niej pustka. Czym na szczególne wyróżnienie zasłużyły sobie kajaki, a dlaczego zabrakło w grupie złotej judoków, szermierzy, tenisistów ziemnych i stołowych, strzelców czy biathlonistów (a raczej biathlonistek, bo faceci to przedstawiciele rekreacji)? Szermierze wywalczyli na igrzyskach 22 medale (4 złote), strzelcy 12 (4 złote – wszystkie reprezentanci wrocławskiego Śląska), judocy 8 (3 złote). Boks Mucha postanowiła unicestwić całkowicie. Tego, że przedstawiciele tej dyscypliny, która przyniosła Polsce 43 (!) medale olimpijskie, od dłuższego czasu nie odnoszą sukcesów, nikt nie kwestionuje. Ale czy pani minister wie, w jakich warunkach reprezentanci kraju (o reszcie uprawiających boks w ogóle nie wspomnę) przygotowują się do zawodów? Nikt z nich nie żyje z uprawiania sportu, by zapewnić rodzinie choćby skromną egzystencję, muszą ciężko pracować, często w godzinach nocnych. I jak potem mają budować formę na najpoważniejsze imprezy? Doświadczony dziennikarz „Przeglądu Sportowego” Paweł Burlewicz trafnie ocenił działania resortu sportu: „Reforma” minister Muchy to polityczna paplanina. Pani Mucha stosuje rozmnażanie przez podział. Tyle że tym razem z przytupem pantofelka. Za dwa lata kto inny zdobędzie medale i podział stanie się kuriozalny. Bo to wiele hałasu o nic”. Trafione w dychę. Reformuje Mucha, reorganizuje Pękalski. Szef Wrocławskiego Centrum Sportu, Hippiki i Rekreacji tak „przemodelował” dwie dobrze funkcjonujące wcześniej instytucje, że zapracował sobie na miano supernieudacznika (na cisnące się na usta określenie nie mogę sobie pozwolić, bo to grozi doniesieniem do pewnych organów). Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy wykazała, że w Centrum do dziś (od stycznia 2012) nie przyjęto podstawowych dla jego funkcjonowania dokumentów: regulaminu pracy i wynagradzania. PIP o zaniedbaniach powiadomiła prokuraturę. I chyba na tych zarzutach się nie skończy, bowiem wieść niesie, że w WCSHiR dochodziło do innych, niezgodnych z prawem działań. Być może prócz prokuratury powinien się bliżej przyjrzeć kierowanej przez J. Pękalskiego firmie kontroler z Najwyższej Izby Kontroli? Bez obaw o interwencję ważnych ludzi, którzy z tylko sobie znanych powodów zainwestowali w Pękalskiego. Tak oto reorganizuje się i reformuje polski sport i instytucje z nim związane. Bo ważniejszy od realnego działania jest nachalny PR oraz kolesiostwo. Czy to nieuleczalna choroba?

Waldemar
Niedźwiecki


Proste pytanie: 4 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment