Polska (s)kopana w przedśmiertelnych drgawkach

2013-12-12 13:39:40


I znowu odbieram chleb moim redakcyjnym przyjaciołom, na co dzień piszącym o futbolu. Ale trudno mi się powstrzymać, kiedy także tą (obok wielu innych) dyscypliną zajmuję się zawodowo od blisko 40 lat. Kiedyś zaczynałem od artykułów – korespondencji z Holandii do „Piłki Nożnej” i „Sportu”, potem przez ponad 2 dekady miałem – często bliskie – spotkania z piłką kopaną w telewizorni, a od kilku sezonów obserwuję degrengoladę rodzimych skórokopów w redakcji „Słowa Sportowego”. To tyle tytułem usprawiedliwienia. Szlag mnie trafia, kiedy widzę „popisy” naszych milusińskich, zarówno w reprezentacji, jak i w rozgrywkach klubowych – krajowych oraz zagranicznych. Trudno, by było inaczej, skoro rodzimi kopacze raz za razem dają dowód niekompetencji, nieudolności, arogancji, samouwielbienia. A sztuka cierpi. Reprezentacja stała się pośmiewiskiem futbolowego świata. Za moment znajdzie się blisko setnego miejsca w rankingu FIFA, wystarczy, że przegra z Liechtensteinem i Madagaskarem, i zaszczytna lokata zapewniona. Bo takie potęgi, jak choćby Słowacja to dla Polaków za wysokie progi. Ale nie dla niemających – przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo – mistrzowskich aspiracji piłkarzy… Gibraltaru, najmłodszego dziecka UEFA. Otóż drużyna narodowa tego kraju (to chyba kraj?) niedawno zremisowała właśnie ze Słowacją. Możliwości tej zamorskiej posiadłości Wielkiej Brytanii (do której duże pretensje rości sobie Hiszpania) są imponujące. Terytorium Gibraltaru liczy 6,5 km kwadratowego, zaś ludność niecałe… 30 tysięcy. To tyle, co dzielnica Warszawy. A w niej mistrzowska Legia, najsłabsza ekipa rozgrywek grupowych Ligi Europejskiej (czyli ubogiej krewnej Ligi Mistrzów) w całej jej historii. Zero punktów, zero bramek w pięciu spotkaniach to pewne miejsce w Księdze Guinessa w dziale: największa kompromitacja. Legia z budżetem 100 milionów, z długą – co nie znaczy mocną – ławką rezerwowych, z licznymi (przynajmniej do niedawna tak uważano) talentami zalicza padaczkę w Bielsku-Białej z ligowym żebrakiem, plasującym się na ostatnim miejscu tabeli. Na dodatek ma bandziorów na trybunach, co skutkuje zamykaniem części z nich, albo koniecznością rozgrywania spotkania w obecności jedynie krewnych kopaczy i kolesiów prezesa. Szykowana na głównego konkurenta Legii do mistrzowskiej korony Wisła – mająca najlepszą, najszczelniejszą obronę – dostaje piątkę od przeciętniaka Jagiellonii, i Cupiał znowu ma „gulę”. Ale największe tyły zalicza Śląsk Wrocław. Przez 3 ostatnie sezony nie schodził z podium, dziś zaczyna czynić przymiarki do walki o utrzymanie się w ekstraklasie. Nie ma kasy, podpisanych kontraktów z wieloma zawodnikami na kolejny sezon (inna sprawa, że kasują w stosunku do klasy – czy raczej jej braku – niebotyczny szmal), pomysłu na zestawienie składu, zapełnienie widowni stadionu, który miał stać się wizytówką miasta, a został już teraz drogim pomnikiem. Bo 4,5 tysiąca widzów na meczu ligowym to 1/10 tzw. zajętości trybun, czyli biorąc pod uwagę koszty organizacyjne, trzeba do takiego interesu niemało dopłacić. W mającym aspiracje, i niezłą pozycję w tabeli, Zabrzu na meczu zjawia się 3 tysiące fanów, w Bydgoszczy lejących Piasta piłkarzy Zawiszy dopingowało… kierownictwo klubu, bo obiekt został nie po raz pierwszy objęty stadionowym zakazem. Znudzeni, zdegustowani kibice zamieniają się w bandziorów, a nieradząca sobie z nimi policja występuje z wnioskami o rozgrywanie spotkań przy pustej widowni. Może to ma jakiś sens, skoro Zawisza bez dopingujących go kibiców strzela 6 bramek, a w ich obecności często żadnej. Śląsk dołuje, KGHM Zagłębie – mimo remisu w Poznaniu – jest jedną nogą w I lidze (trener Lenczyk mówi o utrzymaniu jako celu na ten sezon), więc na Dolnym Śląsku nastrój bliski stypie. W reprezentacji naczelny eksperymentator Nawałka jeszcze na dobre nie zaczął swojej pracy, a już chyba się pogubił. Po cholerę drużynie narodowej złożonej wyłącznie z krajowców (ich „klasę” poznaliśmy w dwóch meczach, prowadzonych przez p. Adama) styczniowy wypad do szejków na spotkanie z innymi, pewnie równie „mocnymi” krajowymi rywalami. To już lepiej było wysłać tam drużynę do lat 21, walczącą z niezłym skutkiem o awans do igrzysk olimpijskich r. 2015. Niechby się zgrywali w ciepełku przed decydującymi starciami. Dobrze, że ten rok dobiega końca. Trudno sobie bowiem wyobrazić równie tragiczny dla polskiej (s)kopanej, jak właśnie 2013. Chyba, że moja wyobraźnia jest bardziej ograniczona, niż mi się wydaje. A wówczas rzeczywiście marsza żałobnego zagrają.

Waldemar Niedźwiecki


Proste pytanie: 6 + 3 =


Komentarze:
  • borys:
    2 lata temu

    tekst dobry, ale błagam – AKAPITY jeśli nie odstępy

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment