Plecami do sportu

2011-07-01 08:54:44


Waldemar Niedźwiecki, nestor wrocławskich dziennikarzy, sport kocha ponad wszystko, ale czasami odwraca się do niego plecami. Dlaczego? Czytaj bloga najbardziej doświadczonego dziennikarza w Polsce!

12 lat – anatomia upadku

W 1999 roku polskie koszykarki wywalczyły na rodzimych parkietach tytuł mistrzyń Europy. Po dwunastu latach czempionat Starego Kontynentu ponownie przyznano Polsce, ale naszej drużyny (jako gospodynie miały biało – czerwone udział w finałach zagwarantowany) do faworytów żaden poważny ekspert nie zaliczał. Po prostu od dawna nie mamy rozgrywających klasy  Sylwii Wlaźlak, czy centra choćby w części przypominającej zmarłą niedawno Małgorzatę Dydek. Na dodatek w najważniejszej imprezie ostatniej dekady zabrakło przymierzającej się do macierzyństwa Agnieszki Bibrzyckiej. „Biba” to europejska szpica, jej reprezentacyjne koleżanki – może poza Eweliną Kobryń – to zaledwie II liga w gronie potentatów. Mimo to kibice wierzyli, że zespołowi prowadzonemu przez Dariusza Maciejewskiego (wspomaganego przez Arkadiusza Konieckiego) uda się awansować przynajmniej do ćwierćfinału, tym samym zachować szansę – niewielką, to prawda – na występ w londyńskich igrzyskach olimpijskich. Nic z tego. Polki wygrały tylko jeden mecz grupowy z Niemkami, pozostałe przegrywając jeszcze chyba przed wejściem na boisko. Bo jak inaczej tłumaczyć w większości spotkań niezłą postawę do przerwy i zadziwiającą niemoc w drugich dwudziestu minutach, chaos, kiepską (kompromitującą drużynę narodową) skuteczność, nieumiejętność dostosowania się do zmieniającej się sytuacji na parkiecie. Poza wspomnianą już Kobryń żadna z naszych reprezentantek nie była w stanie dotrzymać kroku rywalkom, a i krakowiance zdarzały się chwile bezradności. Najwięcej pretensji można mieć jednak do trenera Maciejewskiego, który popełnił mnóstwo błędów w prowadzeniu zespołu. Jak sam przyznał (cytuję za „Przeglądem Sportowym”): „Postawiłem na zespołowość, której nie było. Zawiodły atak i obrona”. To, co nie zawiodło (bo jest coś jeszcze prócz ataku i obrony)? Jeśli nie zagrał żaden z elementów, jeżeli zawodniczki nie realizowały założeń taktycznych, a mimo to szkoleniowiec nie reagował – skutek musiał być taki, jaki był. Czyli fatalny. Znany we Wrocławiu – swego czasu prowadził Ślęzę - Maciejewski żegna się z reprezentacją, jego następcę czeka sporo pracy, by Polki powróciły chociaż na miejsce pod koniec pierwszej dziesiątki europejskich ekip narodowych. Na więcej, póki co, chyba ich nie stać. A we Wrocławiu niektórym marzy się dawna Ślęza. Rozmawiałem o tym ongiś z Teresą Kępką – Swędrowską, w ub. niedzielę – podczas I Pikniku Olimpijskiego – z Mariolą Marzec (znaną w latach największych sukcesów pod panieńskim nazwiskiem Pawlak). Wielkie – nie mam na myśli wzrostu, chociaż do maluchów zaliczyć ich nie sposób – koszykarki nie tylko Ślęzy, ale i reprezentacji kraju. Chętnie wsparłyby inicjatywę odbudowy zespołu, występującego na parkietach ekstraklasy. Oczywiście, wiedzą, że to trudne (choć nie karkołomne) przedsięwzięcie, że zawodniczek ich klasy próżno szukać nad Odrą i Wisłą, a i odpowiedzialnego, solidnego mecenasa znaleźć równie łatwo, jak przysłowiową igłę w stogu siana. Trudne, co nie znaczy niemożliwe, byle tylko „życzliwi” nie przeszkadzali, skoro do pomocy się nie garną. Najpierw trzeba zbudować drużynę o I-ligowym potencjale, potem spokojnie zaatakować ekstraklasę, postawić fundament, na którym wyrośnie solidny gmach. Bo wspomnienia są ciągle żywe. Wszak Ślęza (ta choćby z Agnieszką Szott w składzie) jeszcze w poprzedniej dekadzie nieźle mieszała w krajowej czołówce, schodziła ze sceny jako trzecia drużyna ekstraklasy. O takiej eksponowanej pozycji na razie nie może być mowy. Ale od czegoś trzeba zacząć.

 


Proste pytanie: 8 + 1 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment