Nieudolność, niekompetencja, a może świadome działanie?

2013-04-02 10:34:43


Plecami do sportu
Nieudolność, niekompetencja,
a może świadome działanie?
Temat inwestycji sportowych w naszym kraju to jakby powracająca melodyjka. Bo co pewien czas przypominają o nim działacze, sami sportowcy, ich trenerzy, a także media. Czyli ci, od których zależy niewiele, bowiem o tym, czy jakiś obiekt powstanie, czy też nie, decydują politycy – przede wszystkim trzymający władzę, czytaj: kasę. Tę zaś chętnie wydają na własne zachcianki, na premie i nagrody dla kolesiów, ale i na przedsięwzięcia typowo piarowe, mające przynieść powodzenie przy urnach wyborczych. Na to, co autentycznie potrzebne, bez czego rozwój jest niemożliwy, szmalu już nie wystarcza. Do dziś nie mogę pojąć, skąd wziął się fenomen Justyny Kowalczyk. Wszak warunki do treningu miała daleko odbiegające od tego, czym dysponowały rywalki, z zazdrością też spoglądała na zaplecze techniczno-medyczno–sprzętowe zawodniczek z innych krajów. To nie stanowiło zachęty do katorżniczej pracy, a jednak podopieczna Aleksandra Wierietielnego na stałe weszła do historii nie tylko swojej dyscypliny. Udowodniła, iż zasługuje na poważne traktowanie przez decydentów. Ci pozostają jednak głusi, skoro do tej pory nie spowodowali powstania choćby jednej trasy z prawdziwego zdarzenia, a coś bełkotali o chęci zorganizowania mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Zakopanem. Podobnie rzecz się ma z łyżwiarzami szybkimi. Sądziłem, iż medal żeńskiej drużyny na ostatnich igrzyskach olimpijskich oraz systematyczne postępy wielu przedstawicieli tej dyscypliny zachęcą władze do wybudowania toru krytego, bez którego nie ma co marzyć o przynależności do światowej czołówki. A nie zawsze będzie możliwość korzystania z takiego obiektu w Berlinie, czy Herenveen. Poza tym, gdzie szkolić następców medalistek i medalistów niedawnych mistrzostw globu? Tor jednak nie powstał, i zapewne szybko nie powstanie. Na Euro 2012 wybudowaliśmy imponujące (choć może nie do końca) pomniki. Poszła na to ogromna kasa z kieszeni podatników. Dziś to skarbonka bez dna. Śmieszą mnie pomysły w rodzaju konkursu skoków na Narodowym, choć biorąc pod uwagę postawę polskich reprezentacyjnych kopaczy, być może to jedyna szansa na sukcesy naszych tam sportowców. Nie ma stolica do dziś hali z prawdziwego zdarzenia, nie ma stadionów dla innych, niż futbol, dyscyplin. Tak po prawdzie, nie jest to specjalnie warszawiakom potrzebne, bo w grach zespołowych, poza siatkarzami AZS Politechniki, stolica stanowi absolutną pustynię. Więc dla kogo byłaby ta hala (gdyby była, na co się nie zanosi przez najbliższe sto lat)? Potrzebna jest za to Kielcom, a dokładniej piłkarzom ręcznym czołowej drużyny klubowej na Starym Kontynencie, tamtejszemu (ej)Vive. Kielczanie zwrócili się z prośbą do ministry Muchy o dofinansowanie budowy tak potrzebnego obiektu. Bo Vive to nie tylko duma miasta, ale całego polskiego sportu. Mucha tylko wzruszyła ramionami, zresztą miała na głowie znacznie ważniejsze sprawy, jak choćby przyznanie milionowych premii cwaniakom z PL 2012. Panowie: Herra i Bogucki za skromne 26 patyków miesięcznie przez 5 lat pracowali w pocie czoła, by w nagrodę odebrać po 1,3 mln złotych za wywiązanie się ze swoich obowiązków. Mucha tłumaczyła, że Herra i Bogucki dostali szmal, na jaki przeciętny, uczciwy Polak musiałby pracować jakieś 50-60 lat, za akceptacją rady nadzorczej, więc nie miała powodów, by kwestionować wysokość owych premii. A rada nadzorcza to przedstawiciele pięciu ministerstw, w tym finansów i skarbu państwa. Tak zwalczają kryzys! We Wrocławiu też mamy niezły pomnik za miliard. Od miesięcy ze Stadionu Miejskiego korzystają jedynie kopacze Śląska, zaś zapełnienie go na mecze tej drużyny stanowi nie lada wyzwanie. Skoki narciarskie, ani mecze siatkówki – w przeciwieństwie do Narodowego – nam nie grożą, nawet mocno podstarzały eks-Beatles nie ma ochoty na występ na Miejskim. A tymczasem Olimpijski popada w ruinę (właściwie już popadł). Do dziś nie usłyszeliśmy z Ratusza, dlaczego nie zdecydowano się na gruntowną modernizację stadionu przy Paderewskiego w kontekście Euro 2012. Byłoby co najmniej o połowę taniej, czyli zaoszczędzono by jakieś 500 baniek. Wbrew pozorom, o korzystanie z hal w stolicy Dolnego Śląska też nie jest łatwo. Przekonały się o tym niedawno siatkarki Impelu, które najważniejsze mecze sezonu musiały rozgrywać poza Wrocławiem. Skorzystały z gościnnej Twardogóry. Nie było też szansy, by spotkanie kolejnej rundy Pucharu Davisa odbyło się w naszym mieście – a przecież konfrontacja ze Słoweńcami zapełniła w stu procentach widownię Hali Stulecia, została też „sprzedana” telewizyjnie daleko poza granicami naszego kraju. Dziurę po niedoszłej galerii koło Stadionu Miejskiego Solorz chciał wypełnić potężną halą sportową, chętny do podobnego przedsięwzięcia (na trochę mniejszą skalę) był Imtech. Miasto nie wyraziło zainteresowania. Nawiązuję zatem do tytułu felietonu – czy działanie w „poprzek” decydentów różnej maści to wynik nieudolności, niekompetencji, czy może czegoś jeszcze, czego nie odważyłbym się sugerować. Choćby po to, by nie narazić się na procesy sądowe. Ale co by to nie było, nie może stanowić usprawiedliwienia. Więc nie stanowi.
Waldemar
Niedźwiecki


Proste pytanie: 2 + 9 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.