Mój przyjacielu (byłeś) jesteś mi naprawdę bliski

2013-02-25 10:47:30


Kiedy w ubiegły poniedziałek (18.02.) wziąłem do ręki numer „Przeglądu Sportowego” i zerknąłem na drugą, zawierającą aktualne komentarze, stronę, doznałem małego szoku. „PS”, który lubię i cenię, zamienił się z poważnego – i poważanego – dziennika w tabloid, z kroniką towarzysko-plotkarską w roli głównej. A to za sprawą felietonu autorstwa szefa sportu w Polsacie Mariana Kmity. Wrocławianina z Brzegu Dolnego, korzystającego z gościnnych łamów gazety, której szefuje inny z dziennikarzy mających korzenie wrocławskie Marcin Kalita. O czym to chciał koniecznie opowiedzieć, co skomentować Kmita Szanownym Czytelnikom? Nie, nie chodziło o świetną postawę polskich biathlonistek na mistrzostwach świata (niedocenianie tej dyscypliny przez ministrę Muchę) czy przygotowania do wiosennych występów ligowych rodzimych kopaczy. Szef sportowego Polsatu kawał strony poświęcił na relację z … 50. urodzin Grzegorza Schetyny! To był panegiryk na cześć polityka, który – żeby nie było wątpliwości – ma się czym pochwalić. Bo to i eks wicepremier, i były marszałek Sejmu, ciągle aktualny wiceszef Platformy Obywatelskiej, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych. Zaś jeśli chodzi o sport, jeden z tych, których nazwisko musi być wymieniane obok innych ważnych postaci koszykarskiego Śląska. Twórca zespołu wygrywającego nie tylko ligę, ale też odnoszącego znaczące sukcesy na arenie międzynarodowej. Dlatego, jak się okazuje z komentarza Kmity, nie mogła dziwić na hucznej uroczystości obecność niedawnych jeszcze koszykarskich sław: Wójcika, Zielińskiego, Binkowskiego i Tomczyka oraz szkoleniowców: Konieckiego, Urlepa i Winnickiego. Ale prócz wiwatów na widok obrazków z telebimu, przedstawiających w akcji wrocławskich basketbolistów w meczach z Realem czy Panathinaikosem, entuzjazm wywołały sceny czczących szampanem mistrzowski tytuł piłkarzy Śląska na stadionie Wisły. Ponoć w tym momencie rozległo się skandowanie: „Cała Polska w cieniu Śląska!”. Niczym kulą w płot. Bo z dzisiejszym Śląskiem sytuacja kiepściutka (długów do wiwatu, kadrowe ubytki), m.in. za sprawą właściciela Polsatu Zygmunta Solorza. Więc może lepiej byłoby Kmicie sprawę przemilczeć. Na dodatek wątek futbolowy jest o tyle nieszczęśliwy, że za kadencji Schetyny przygarnięci przez niego kopacze miast iść w górę, zasuwali po równi pochyłej ku przepaści. I nawet fakt, iż Grzegorz (pozwalam sobie tak o nim napisać, ponieważ znamy się od wielu lat) lubi – a przynajmniej lubił do pewnego czasu – „haratnąć w gałę”, takiego lizodu. nie uzasadnia. A że tekst bardziej od sportowego przypominał stricte polityczny (nie sądzę, by na zamówienie, to nie w stylu Schetyny), świadczy wymienienie w nim nazwisk niektórych z gości jubilata: Bogdana Zdrojewskiego, Mirosława Drzewieckiego, Rafała Grupińskiego, Tomasza Siemoniaka. Nie będę tego zestawu komentował, choć o pewne wnioski nietrudno. W znanej piosence Krzysztofa Krawczyka (kłania się Bregović) są słowa: „Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski” – mniemam, że wymienieni wyżej politycy (ale i ludzie sportu) są nadal Grzegorza Schetyny przyjaciółmi. Takiego tekstu mógł zapewne szef Dolnośląskiej PO spodziewać jeszcze przed 2-3 laty z ust Donalda Tuska, dziś słowo bliski jest już nieaktualne. I wspólnego haratania w gałę nie ma. Tym bardziej dobrze mieć starych, zdeklarowanych przyjaciół. Pomijając niesmak, który ów komentarz Mariana Kmity we mnie wywołał, z jego końcowym akapitem zgadzam się w stu procentach: „Jestem pewien, że w każdym z polskich miast i gmin jest taki umowny „Grzegorz Schetyna”, który zajmując się wielką lub małą polityką kocha sport autentycznie, zna się na nim, a swoją sportową pasję potrafi zamienić w prawdziwy sukces. Więc jeśli Donald Tusk zapowiada rekonstrukcję swojego gabinetu, niech szuka ludzi kompetentnych (i znowu polityka, choć w słusznej sprawie). Oni naprawdę istnieją. Nie tylko w sporcie”. Masz rację Marianie. Istnieją. Jestem przekonany, że Grzegorz Schetyna byłby znakomitym ministrem sportu. Nie wiem tylko, czy by tego chciał. Gdyby wyraził dla takiej propozycji akceptację, polski sport miałby się znacznie lepiej. Bo profesjonalizmu, umiejętności zarządzania, konsekwencji w działaniu, nade wszystko miłości do sportu odmówić mu nie sposób. A może to właśnie go u szefa, a niedawnego przyjaciela, dyskwalifikuje?

Waldemar
Niedźwiecki


Proste pytanie: 9 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment