Menedżerowie – zbawiciele czy pijawki?

2013-03-18 10:01:12


Jeszcze kilkanaście lat temu byli obcym ciałem w polskiej futbolowej, (ale nie tylko) rzeczywistości. Mowa o menedżerach czy, jak kto woli, agentach piłkarskich, bez których obecności nawet trudno dziś sobie wyobrazić funkcjonowanie tej dyscypliny. Ba, nie tylko kopacze korzystają z ich usług, coraz częściej czynią to także trenerzy – nawet ci o wątpliwych osiągnięciach. Wydawać by się zatem mogło, że bez menedżerów ani rusz. Rzecz w tym, że tylko niektórzy spośród nich kierują się w swojej pracy jakimikolwiek zasadami, wielu to szarlatani, hochsztaplerzy, a nawet – jak to dosadnie określa jeden z nestorów rodzimych szkoleniowców Orest Lenczyk – szczury. I trudno się nie zgodzić z zasłużonym dla wrocławskiej piłki trenerem. Agentów żerujących na nie do końca świadomych ich prawdziwych intencji koszykarzach lub siatkarzach w tym felietonie pomijam, ograniczam się jedynie do futbolowych menedżerów. I próbuję odpowiedzieć na pytanie, czy to dobroczyńcy, wręcz zbawiciele, czy raczej może pijawki, wysysające krew ze swoich podopiecznych. A dokładniej wysysające z nich niemały szmal, dzięki czemu mogą uchodzić za ludzi zamożnych. Jak w Polsce można zostać licencjonowanym menedżerem? Trzeba zdać egzamin przed Komisją Licencji Menedżerskich PZPN. A jakie wymagania? Bardzo enigmatyczne, biorąc pod uwagę poziom intelektualno-etyczny niektórych z agentów z licencją, chyba niezbyt wysokie. Najważniejsze, by opłacić koszty owego egzaminu w kwocie 5 tysięcy złotych. I hulaj dusza, piekła – futbolowego – nie ma. Stąd w kraju nad Odrą i Wisłą ponad 60 delikwentów takiej licencji się dorobiło. Niektórzy z nich mają za sobą dość bogatą przeszłość piłkarską (Kucharski, Piekarski, Citko), inni znają futbol głównie z przekazów telewizyjnych (Bolek, Głomb, Osuch, Kołakowski). Czy ci pierwsi, ze względu na znajomość kulis dyscypliny, są bardziej predestynowani, by dobrze wykonywać swoją robotę? Nie sądzę. Najskuteczniejszymi w tej branży poza granicami naszego kraju są faceci, którzy piłkę ostatni raz kopali jako dzieci na podwórku. Młodego polskiego obrońcę Salamona przetransferował z klubu Serie B do słynnego Milanu były włoski kucharz (ale od lat niezwykle ceniony agent), menedżerem wielkich: piłkarza Cristiano Ronaldo oraz trenera Jose Mourinho jest niejaki Mendes, człowiek wywodzący się spoza futbolowego światka – widać fachura, skoro swoje sprawy powierzyli mu tacy wybitni reprezentanci środowiska. U nas do niedawna prym wiedli ci bez bogatej piłkarskiej przeszłości, teraz na szczycie znaleźli się przede wszystkim Kucharski oraz Piekarski. Ten ostatni m.in. ulokował w tureckim Sivassporze Kamila Grosickiego, w jego „stajni” są też: Maciej Rybus i Ariel Borysiuk. Kucharski, który w czasie wolnym od menedżerskich obowiązków wpada do Sejmu (jest posłem PO), to przewodnik po futbolowym buszu Roberta Lewandowskiego, prowadzi również interesy młodego, utalentowanego Michała Kucharczyka. Oczywiście prócz tych o głośnych nazwiskach obaj mają zapisanych w swoich notesach wielu młodych, szerzej jeszcze nieznanych kopaczy. Bo nie chodzi tylko o jakość, liczy się też ilość – spora liczba „drobnicy” to znacząca pozycja na koncie bankowym. Ale z profesjonalizmem, uczciwością, etyką zawodową ma to niewiele wspólnego. Jednak to spektakularne transfery czynią z menedżerów krezusów. I stąd ich bezwzględność, granicząca z desperacją, przy próbach załatwienia zmiany pracodawcy dla swoich najbardziej znanych klientów. Często ze szkodą dla nich, bo choć zmiana wiąże się na ogół z większymi zarobkami, nie gwarantuje jednak rozwoju sportowego. Myślę, że przykład Roberta Lewandowskiego jest tego najlepszym dowodem. Kucharski już dawno doprowadził do szału kierownictwo Borussii Dortmund, odrzucając – podobno w imieniu „Lewego” – propozycje przedłużenia kontraktu przez polskiego napastnika z klubem z Dortmundu. Klubem, który uczynił go łakomym kąskiem, w którym poczynił znaczące postępy. I w którym jest doceniany, niemal noszony na rękach. Od kilkunastu tygodni głośno o jego odejściu do największego krajowego rywala Borussii – monachijskiego Bayernu. Ale tam może Lewandowski trafić na ławkę, myślę, że to niemal pewne. Więc z pewnością zarobi więcej, ale w sensie sportowym straci. Tylko co to obchodzi Kucharskiego. Ten transfer – gdyby doszedł do skutku (ale też prawdopodobnie każdy inny w tej chwili) – zapewniłby menedżerowi wielocyfrową prowizję. Im większe bowiem odstępne, tym większy czek dla agenta. Wszystko jasne? Dlatego jestem bliższy przychylenia się do opinii o bezwzględnych wyzyskiwaczach, pijawkach czy – jak mówi Lenczyk – szczurach. A wszelkie bajdurzenie (przynajmniej w wykonaniu naszych agentów) o trosce o rozwój piłkarza należy włożyć między bajki.
Waldemar
Niedźwiecki


Proste pytanie: 10 + 2 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment