Kosz pełen sodówki

2011-08-09 13:35:47


I znowu wydarzenia czysto sportowe zeszły na dalszy plan, a na czołówce znalazła się afera basketbolowa. Jej bohaterami zostali młodzi polscy koszykarze, uczestnicy mistrzostw Europy do lat 18. To niemal w komplecie ta sama ekipa, która tak rewelacyjnie spisała się w ubiegłorocznych mistrzostwach świata U-17, dopiero w finale ulegając bezkonkurencyjnym – co wszakże nie dziwi – Amerykanom. I ta sama, która niedawno uplasowała się na wysokiej, siódmej pozycji w czempionacie globu do lat 19. We Wrocławiu miało być złoto, skończyło się rozczarowującym szóstym miejscem. Szczególnie zabolała zdecydowana porażka z zespołem Włoch, który z trudem awansował do ćwierćfinału (4. miejsce w swojej grupie). Na dodatek Italiańcy zagrali bez najlepszego zawodnika, a mistrzostwa zakończyli poza podium, wyprzedzeni m.in. przez Serbię i Turcję, wcześniej pokonane przez podopiecznych Jerzego Szambelana. Czyli przymiarki Polaków do złotego medalu (a przynajmniej finału imprezy) były w pełni uzasadnione. Co zatem nie wypaliło?
Ponoć nasza młodzież nie wytrzymała ciśnienia, presji, jaka na nich – jednych z głównych faworytów mistrzostw – ciążyła. A mnie się wydaje, że zaszkodził nadmiar wody sodowej. Po wcześniejszych dobrych występach po prostu niektórym mocno zaszumiało w głowach – oczyma wyobraźni już widzieli się na parkietach NBA, tymczasem do dorosłej koszykówki trzeba… no właśnie, najzwyczajniej w świecie dorosnąć. I to nie tylko pod względem sportowym, ale i – a może przede wszystkim – mentalnym. W środę, dwa dni przed spotkaniem z Włochami, nasi koszykarze udali się na imprezę w jednym z wrocławskich klubów. Za zgodą kierownictwa ekipy, ale także koordynatora mistrzostw z ramienia Polskiego Związku Koszykówki. No i deczko zabalowali, a później tłumaczyli, że nic nie chciało wpadać do kosza rywali z Włoch. Tyle że następcy Gortata wrócili do hotelu późną porą, niekoniecznie pod wpływem jedynie soku pomarańczowego. Więc może drżenie rączek było uzasadnione?
Tuż po ćwierćfinałowej porażce, ponoć chcąc odreagować italiańską wpadkę, poszli na poprawiny. Bez, żeby było śmieszniej, wrocławian, którzy mając dwa kroki do domu woleli pozostać w hotelu. O której wrócili imprezowicze, i w jakim stanie, nie wiedziało szefostwo reprezentacji – inaczej nie domagałoby się filmu z hotelowego monitoringu. Świadkowie twierdzili, że młodzi koszykarze nie poprzestali na wodzie sodowej – ta co najwyżej mocno walnęła im do głowy. Sprawę opisały m.in. „Gazeta Wrocławska” oraz nasz tygodnik. No i się zaczęło.
Redakcję zaczęły bombardować telefony oburzonych rzekomymi pomówieniami. Usłyszeliśmy, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie, a red. Aleksander Łoś spotkał się nawet z groźbami ze strony kilku osób! Zamiast uderzyć się w piersi, zaatakowali – szkoda, że nie kosz przeciwników, a martwiącego się dopiero co rozpoczynającymi się karierami koszykarskiej młodzieży dziennikarza. Coś mi się widzi, że z taką porcją wody sodowej uzdolnieni niewątpliwie basketboliści daleko nie zajadą. A szkoda, bo na znaczące sukcesy w gronie seniorów w tej dyscyplinie czekamy już bardzo długo.


Proste pytanie: 0 + 7 =


Komentarze:
  • nickname:
    6 lat temu

    Przecież to o "zabalowaniu" zostało już zdementowane przez osoby będące przy kadrze, to po cholere dalej to ciągnięcie? Naprawdę mnie nie zdziwi jak pan Łoś zostanie pozwany za pomówienie i ukarany dość solidnie, bo takie bzdury powinno się karać i to mocno.

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.