Komu igrzyska, komu?

2013-12-16 14:36:23


Kończy się rok niezbyt bogaty w sukcesy polskich sportowców. Piłkarze spadli niemal na dno, koszykarze zawiedli na całej linii podczas mistrzostw Europy (a zapowiedzi były buńczuczne), gorzej, niż należało tego oczekiwać spisali się siatkarze, wiele dotkliwych porażek ponieśli przedstawiciele dyscyplin indywidualnych. Ale największymi przegranymi roku 2013 okazali się nie sportowcy, a działacze, zwłaszcza ci, od których najmocniej zależał los tej dziedziny życia. Pożegnała się z ministerialnym stołkiem Joanna Mucha, na jej miejsce wskoczył (czy raczej wczołgał się) Andrzej Biernat. Lubelska dr ekonomii odchodziła z resortu ze łzami w oczach. Zapewniała, że przerwano jej robotę, której efekty byłyby widoczne lada moment (tzn. mniej więcej za jakieś 20-30 lat). Wszak powołała niezliczoną ilość zespołów doradczych, przygotowała też reformę (no, może jej zręby), mającą na celu budowę nowej piramidy sportu, od tego dziecięcego poczynając. Mucha przekonywała też ciemny lud, że Kraków to najlepsze miejsce do organizowania zimowych igrzysk olimpijskich roku 2022. Wespół z sąsiadami ze Słowacji, których jednak nasi chcieli „wydymać”, co natychmiast spotkało się ze stosowną reakcją drugiej strony. Ta kolejna przymiarka do igrzysk – po warszawskiej, letniej – setnie mnie rozbawiła. Nie mamy nawet kilometra porządnej trasy narciarskiej, toru saneczkowego i bobslejowego, nowoczesnego obiektu biatlonowego itd., itp. Ponoć zorganizowanie tej wielkiej imprezy to jedyna szansa na sukcesy polskich sportowców. Jakby sam fakt posiadania skoczni czy trasy narciarskiej to gwarantował. Rzecz w tym, że w 2022 Justyna Kowalczyk raczej biegać już nie będzie, a drugiej takiej utalentowanej, zarazem cholernie pracowitej kobitki nie doczekamy przez najbliższych sto lat. Zakończą też starty najlepsze obecnie biathlonistki, łyżwiarze szybcy, przetrwa może jedynie rodzima szkoła skakania na nartach – i to pod warunkiem, że zawodnicy będą mieli gdzie przygotować się do igrzysk. Bo na zakopiańskiej Krokwi są intruzami, którym w głowie się poprzewracało. Kierownictwo tamtejszego Centralnego Ośrodka Sportu nie ma czasu, by zawracać sobie głowę takimi duperelami, jak przygotowanie skoczni lub trasy dla kadrowiczów. A już na pewno nie za drobne, wszak trzeba utrzymać armię darmozjadów za niemały szmal. Tak, zimowe igrzyska w Polsce to strzał w dziesiątkę (tarczy sąsiada). Wracając do ministry Muchy. Krótko po swoich płaczliwych wynurzeniach oświadczyła, że nie pasowała do gabinetu Tuska, bo nie umiała żłopać whisky. Inaczej niż jej następca – Andrzej Biernat jest w tym prawdziwym mistrzem, z tym, że czasami – tak twierdzą ci, którzy mieli przyjemność wychylić kwaterkę z łódzkim baronem PO – wariat. Pewna atrakcyjna posłanka Samoobrony o imieniu Sandra mogła się o tym przekonać, a i inni świadkowali wyczynom nauczyciela wf., który został ministrem sportu, mocno kibicowali. I choć łodzianin chwali się wszędzie, gdzie się da, iż na sporcie zna się jak mało kto, przewodniczącym MKOl-u uczynił… Joao Havelange’a. Brazylijczyk owszem szefował, ale FIFA i to sporo lat wstecz (1974-98). Na czele Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego stoi zaś były niemiecki szermierz, złoty medalista olimpijski w drużynie Thomas Bach. Biernat zdziwił się bardzo, że Niemiec może dostąpić takiego zaszczytu (w domyśle – wszak nasi zachodni sąsiedzi przegrali wojnę, więc jakim cudem?). Jak sądzę, minister wybierze się do Soczi, gdzie być może przyjrzy się z bliska – choć to wątpliwe – Bachowi. I będzie pretekst, by strzelić sobie: no to Bach wspomnianą przez Muchę markową whisky. Wraz z szefem resortu sportu wybiera się na rosyjskie igrzyska całkiem spora grupa biało-czerwonych. Alpejczyk Bydliński buduje formę za oceanem, zajmując imponujące lokaty (pomiędzy 52. a 63.) w zawodach Pucharu Świata. „Rewelacyjnie” prezentują się biathloniści. „Surowe” kryteria (miejsce w sześćdziesiątce Pucharu Świata) spełnił dotąd jedynie Pływaczyk – był 49. podczas jednego ze startów PŚ. Kumple wolą miejsca poniżej 90., zaś sztafeta regularnie jest dublowana przez rywali. To rzeczywiście wspaniała wizytówka. Takich „orłów” trochę się na wycieczkę do Soczi załapie. Tylko pytam: po co? Czyżby to była ekipa na miarę nowego ministra? A może zwiastun naszych oszałamiających sukcesów na igrzyskach w Krakowie? Zejdźmy na ziemię. Nikt odpowiedzialny igrzysk nam nie przyzna, a i sami przestańmy się wygłupiać. Wydział propagandy KC już dawno spoczął na śmietniku historii, zaś w realu możemy sobie pozwolić co najwyżej na igrzyska polonijne. Które za chwilę zorganizuje Dolny Śląsk, jestem przekonany, że z powodzeniem. I tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć mało optymistyczny obraz polskiego sportu Anno 2013. Choć podobno nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być jeszcze gorzej. Czy to możliwe?

Waldemar Niedźwiecki


Proste pytanie: 9 + 6 =


Komentarze:
  • Bortnowski Kazimierz:
    3 lata temu

    Co za grafomania. Łatwiej było kiedyś ględzić w tv bo pisanie wyraźnie nie dla ,,redaktora''. Nie mogę się nadziwić, że tak słabego ,,dziennikarza'' wpuszczacie na łamy.

E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment