Bartosz Zmarzlik obronił tytuł mistrza świata!

Bartosz Zmarzlik po raz drugi z rzędu sięgnął po tytuł indywidualnego mistrza świata! O srebrnym medalu musiał zadecydować bieg dodatkowy, w którym Tai Woffinden pokonał Fredrika Lindgrena! Na czwartym miejscu zmagania w cyklu Speedway Grand Prix zakończył Maciej Janowski!

Nowy-stary mistrz świata

Bartosz Zmarzlik został jednocześnie dziesiątym zawodnikiem w historii, który obronił mistrzowski tytuł. Wcześniej tej sztuki dokonali m.in. Ove Fundin czy Ivan Mauger. Od 1995 roku, czyli rozpoczęcia rozgrywania IMŚ w formie cyklu turniejów, dwa razy z rzędu na najwyższym stopniu podium stawali jedynie Tony Rickardsson (dwukrotnie – dop. DO) i Nicki Pedersen. Gorzowianin został także najbardziej utytułowanym polskim żużlowcem – oprócz dwóch złotych medali ma w swoim dorobku również srebro zdobyte w 2018 roku i brąz wywalczony dwa lata wcześniej. – Teraz podążyłem za wielkimi legendami żużla, którzy zdobywali dwa tytuły mistrza świata z rzędu – Tonym Rickardssonem i Nickim Pedersenem. To wspaniałe uczucie i nie wiem, co teraz powiedzieć – mówił szczęśliwy Bartosz Zmarzlik, indywidualny mistrz świata. W klasyfikacji generalnej tegorocznego cyklu Speedway Grand Prix o szesnaście punktów wyprzedził on Taia Woffindena i Fredrika Lindgrena. W biegu dodatkowym o srebrny medal lepszy okazał się jednak lider Betard Sparty Wrocław. – Nie jestem w formie i nie byłem w niej przez cały sezon. To bardzo frustrujące. Z drugiej jednak strony, gdy Tai Woffinden traci formę, wciąż jest w pierwszej trójce żużlowców na świecie. Widzieliście to przez lata – gdy jestem w formie, jestem mistrzem świata. Ogień będzie płonął przez następny rok. Nauczysz się więcej, przegrywając. Gdy wygrywasz, wygrywasz. Nie wiesz, jak to zrobiłeś. Wielu mistrzów świata może powiedzieć to samo – zaznaczył Tai Woffinden.

Powtórka Janowskiego

Po raz trzeci w trakcie ostatnich czterech lat czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu Speedway Grand Prix zajął Maciej Janowski. W przyszłorocznych zmaganiach zobaczymy również piątego Leona Madsena i szóstego Jasona Doyle’a. Pewni udziału w SGP 2021 są również Robert Lambert (mistrz Europy – dop. DO), a także Matej Zagar, Oliver Berntzon i Krzysztof Kasprzak (pierwsza trójka Grand Prix Challenge – dop. DO). Pozostałych pięciu żużlowców nominują organizatorzy, przyznając „dzikie karty”. Polscy kibice liczą, że jedną z nich otrzyma Patryk Dudek, jednak jest również kilku innych zawodników. Trzy zaproszenia przypadną z całą pewnością żużlowcom, którym zabrakło niewiele do znalezienia się w czołowej szóstce, a więc w gronie szczęśliwców powinni się znaleźć Artiom Łaguta, Emil Sajfutdinow i Martin Vaculik. Niewykluczone, że organizatorów przekonał do siebie również Max Fricke.

Nieoczekiwany zwycięzca

Dlaczego? Australijski żużlowiec Betard Sparty Wrocław został bowiem nieoczekiwanym zwycięzcą piątkowych zawodów rozgrywanych w Toruniu. Max Fricke pokazywał się z bardzo dobrej strony od samego początku zmagań, jednak nikt nie stawiał na jego zwycięstwo. – To niewiarygodne. Myślę, że trochę to potrwa, zanim w to uwierzę. Zwycięstwo w cyklu Speedway Grand Prix było moim marzeniem z dzieciństwa – odkąd zacząłem jeździć na żużlu – powiedział szczęśliwy Max Fricke.  Kibice klubu ze stolicy Dolnego Śląska mieli jeszcze większe powody do zadowolenia, bo pozostałe miejsca na podium zajęli Maciej Janowski i Tai Woffinden. Występ wrocławianina utarł nosa krytykom, którzy jego słabszą formę prezentowaną w Gorzowie i Pradze wykorzystywali do potwierdzania swoich tez w sporze o opony tureckiej firmy Anlas. Maciej Janowski w piątek wszystkie biegi kończył na pierwszej lub drugiej pozycji. Czwarty był Bartosz Zmarzlik, jednak jego piątkowy występ można uznać za pewien sukces. Indywidualny mistrz świata nie miał tak szybkiego sprzętu jak Maciej Janowski czy Max Fricke, więc do ostatniego biegu musiał walczyć o miejsce w półfinale. Dodatkowo z rytmu mógł wybić go upadek z piątego wyścigu. Plan minimum został jednak wykonany, bo zwiększyła się jego przewaga nad Fredrikiem Lindgrenem, a Tai Woffinden po piątkowych zawodach tracił do niego osiem punktów w klasyfikacji generalnej cyklu Speedway Grand Prix.

Niezaspokojony głód

Bartosz Zmarzlik zapewnił sobie tytuł mistrza świata w biegu półfinałowym sobotniego Grand Prix Polski rozgrywanego w Toruniu. Faza zasadnicza przebiegła w taki sposób, że spotkało się w nich trzech najlepszych żużlowców tegorocznego cyklu. Pomimo przegranego startu, gorzowianin minął na dystansie Leona Madsena i Taia Woffindena i mógł świętować kolejny sukces. Podobnie jak przed rokiem, pobiegł on na trybuny cieszyć się z najbliższymi. Taki przebieg półfinału spowodował jednocześnie, że przed ogromną szansą na zdobycie srebrnego medalu stanął Fredrik Lindgren. Szwed musiał okazać się jednak w finale lepszy od chociażby jednego z rywali. Pech żużlowca ELTROX Włókniarza Częstochowa polegał jednak na tym, że tuż po starcie jego motocykl defektował. Zwyciężył niesiony dopingiem kibiców Bartosz Zmarzlik, a podium uzupełnili Maciej Janowski i Artiom Łaguta. Podobnie jak w piątek, tak i w sobotę wrocławianin był niewiarygodnie szybki na dystansie. Gdyby nie defekt na starcie podczas jednego z biegów, to miałby on na swoim koncie komplet zwycięstw w fazie zasadniczej. W półfinale utrzymał on koncentrację po tym, jak upadek zaliczył Emil Sajfutdinow i bieg musiał zostać powtórzony. W biegu dodatkowym o drugie miejsce w cyklu Speedway Grand Prix Tai Woffinden pewnie pokonał Fredrika Lindgrena.

Polski wicemistrz

W cieniu zmagań o miano najlepszego żużlowca świata, w piątek odbył się finał Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. Po raz pierwszy od trzech lat nie wygrał Polak – tym razem ze zwycięstwa cieszył się Jaimon Lidsey. Australijczyk okazał się lepszy w decydującym biegu od Dominika Kubery i Olega Michaiłowa. Czwarty był Daniel Bewley, żużlowiec Betard Sparty Wrocław. W ostatnich dziesięciu sezonach IMŚJ rozgrywane były w formie kilku turniejów, ale z powodu pandemii koronawirusa zdecydowano się na jeden turniej. Zrezygnowano również z klasycznych eliminacji, z zawodnicy byli nominowani przez krajowe związki motorowe.

Dla kogo finał?

W ubiegły poniedziałek mieliśmy poznać finalistów tegorocznego sezonu PGE Ekstraligi. Niestety udało się ich wyłonić tylko w połowie, bo mecz Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław został przełożony na niedzielę, 4.10. Z tego powodu konieczna była również zmiana pierwszych meczów o złoty i brązowy medal DMP – odbędą się one w najbliższy piątek, a dwa dni później planowane jest rozegranie meczów rewanżowych. Niestety niedzielny mecz w Gorzowie Wielkopolskim zakończył się po zamknięciu numeru „Słowa Sportowego”, więc w chwili pisania tego tekstu można jedynie gdybać, jakim wynikiem zakończy się to spotkanie. Z jednej strony faworytem starcia byli oczywiście żużlowcy Moje Bermudy Stali Gorzów na czele z Bartoszem Zmarzlikiem, jednak wrocławianie już nie raz w tym sezonie udowodnili, że są nieobliczalnym zespołem.

DAMIAN ORŁOWICZ

Najczarniejszy scenariusz

Trudno wyrazić w słowach sytuację, jaka wydarzyła się w ubiegłą niedzielę na Stadionie Olimpijskim. Podopieczni Dariusza Śledzia byli o krok od pokonania Moje Bermudy Stali Gorzów, jednak ostatecznie to ich rywale mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Magiczny weekend we Wrocławiu

Maciej Janowski spełnił jedno ze swoich marzeń i wygrał rundę Speedway Grand Prix organizowaną na Stadionie Olimpijskim. Dzień wcześniej wrocławianin musiał uznać wyższość jedynie Artioma Łaguty, więc został on równocześnie liderem klasyfikacji przejściowej cyklu mającego wyłonić Indywidualnego Mistrza Świata.

Podwójne ściganie we Wrocławiu!

Po długim oczekiwaniu wreszcie poznaliśmy kalendarz tegorocznego cyklu Speedway Grand Prix! Kibice Betard Sparty Wrocław mają ogromne powody do radości, bo dwie z ośmiu zaplanowanych rund odbędą się pod koniec sierpnia na Stadionie Olimpijskim!

Przebudzenie Sparty

Podopieczni Dariusza Śledzia nie mieli problemów z pokonaniem MrGarden GKM Grudziądz. Nie zawiedli liderzy – Tai Woffinden, Maciej Janowski oraz Gleb Czugunow, a z dobrej strony pokazali się również będący ostatnio w nieco słabszej formie Max Fricke i Maksym Drabik.

Używamy plików cookie na naszej stronie do personalizowania treści i reklam, analizowania ruchu na stronie, zapewniania funkcji mediów społecznościowych oraz udostępniania informacji naszym partnerom o sposobie w jakim korzystasz z naszej strony. Sposób przechowywania cookie możesz zmienić w ustawieniach przeglądarki.

Przeczytaj naszą Politykę prywatności oraz informacje RODO.

Zamknij