Anna Werblińska odkrywa karty

, piątek, 11 lutego 2011

Jak to możliwe, że ktoś z nieznanym w siatkarskim światku nazwiskiem jest m.in. reprezentantką kraju i jedną z najlepszych w swoim fachu w polskiej lidze? Nic prostszego – wystarczy wyjść za mąż… O sentymencie do Wrocławia, a także słabości do spania oraz zakupów opowiada rodowita świdniczanka Anna Werblińska, bardziej znana pod panieńskim nazwiskiem Barańska.

avatar
Anna Werblińska to czołowa siatkarka reprezentacji Polski (@fot. K. Ziółkowski)

Na początek rozwikłajmy ostatecznie merytoryczne zamieszanie, które ciągnie się już ładnych kilka miesięcy. Nazwisko, jakie widnieje w dowodzie, to… 

ANNA WERBLIŃSKA: - Faktycznie, powstało już kilka teorii i wersji na ten temat. Od czerwca nazwisko już oficjalnie jest tylko jedno członowe. Nie mam już swojego albo inaczej – mam swoje, tylko teraz nieco inne (śmiech). Teraz obowiązuje nazwisko męża. Czyli krótko – Werblińska.

Sprawy formalne załatwione, więc można przejść do przyjemniejszych tematów. Ostatnio zawitała Pani do Wrocławia, pojawiając się na meczu Impelu Gwardii z AZS Białystok.

- Miałam trochę więcej czasu wolnego, który postanowiłam odpowiednio wykorzystać. W sobotę i niedzielę postanowiliśmy odwiedzić siostrę i przyszłego szwagra. Pojawiła się okazja i bardzo chętnie przyjechałam, i dopingowałam drużynę z Wrocławia, a w szczególności siostrę. 

Siostra nie przyniosła wstydu? 

- Grała bardzo dobrze. Gwardzistki wygrały, a siostra pokazała kawał dobrej siatkówki i zaprezentowała się z pozytywnej strony. Chyba muszę częściej wpadać na mecze Impelu Gwardii (śmiech). 


źródło: Słowo Sportowe


Proste pytanie: 7 + 0 =


E-Wydanie:
KUP PDF
Koszt SMS
2 zł netto
(2,46 zł z VAT)
Najbliższe wydarzenia
brak informacji
Livebox - Relacje na żywo
Brak planowanych Relacji Live, zobacz archiwum.
advertisment