- To był jeden z ważniejszych pojedynków w obecnych rozgrywkach. Trzeba się cieszyć, że zdobyłyśmy jeden punkt i nie straciłyśmy trzech - mówiła po starciu ze Stalą Mielec zawodniczka Impelu Gwardii Wrocław Bogumiła Barańska.
I trudno się z nią nie zgodzić. Wraz z koleżankami robiła, co mogła, by meczowe zwycięstwo zostało w stolicy Dolnego Śląska. W sobotni wieczór stalowe nerwy oraz sportowy łut szczęścia były jednak domeną rywalek, które wygrały po dramatycznym tie-breaku. Decydujący set był kumulacją emocji, które rosły w czasie trwania poprzednich. Wrocławianki rozpoczęły go fatalnie, od stanu 0:3. Z każdą kolejną akcją nabierały jednak przekonania, iż końcowy triumf przypadnie im w udziale. Przy zmianie stron prowadziły 8:6, kilka minut później po dwóch atakach Moniki Czypiruk zrobiło się 12:10, ale finisz obie drużyny grały już punkt za punkt.






